2018.02.10-11 Jaskinia Zimna w Tatrach

Napisał 

Uczestnicy wyprawy:

Wacław Michalski
Teresa Zwierzchowska
Lena Koprowska
Agnieszka Pilorz
Kamil Polański
Bartosz Baturo 

 

Napisał Bartosz Baturo:

Dnia 10.02 o godzinie 20.30 nasz zespół wszedł do Jaskini Zimnej. Po udanym przeprawieniu się przez wszystkie kałuże dotarliśmy do Ponoru. Na szczęście mieliśmy ponton więc udało się pokonać syfon w "prawie nie zmoczonym stanie". Póżniej skorzystaliśmy z liny założonej przez poprzedni zespół, a dalej wszystkie prożki musieliśmy wspinać sami i zakładać swoje liny. Do Chatki dotarliśmy ok 2 nad ranem i tam urządziliśmy mały biwak. Po krótkim odpoczynku ja (Bartek) z Kamilem poszliśmy jeszcze do sali Złomisk w czasie gdy reszta zespołu parzyła herbatkę. Dojście do tej sali i z powrotem zajęło nam nieco ponad godzinę. Powrót z Chatki do otworu wyjściowego trwał do ok 7.30 rano. Akcja była jak najbardziej udana i wszyscy byli zadowoleni. Byliśmy jedynym zespołem SBB, który dotarł wtedy aż do Chatki co uważamy za mały sukces. Oczywiście ponton bardzo ułatwił sprawę.

_____

Napisała Lena Koprowska:

Długo wyczekiwany moment, kiedy w końcu w Tatrach chwyci mróz i w jaskiniach nie będzie wody. Niestety nie tylko Speleoklub Bielsko-Biała wpadł na pomysł, aby w tych sprzyjających okolicznościach zaatakować jaskinię Zimną. Efekt był taki, że z powodu tłoku Wacek proponuje nam wyjście na nocną akcję. Wszyscy jednogłośnie się zgadzają. Ma to ten swój walor, że w tak zwanym międzyczasie dowiedzieliśmy się, że w ponorze jest bardzo dużo wody i mogliśmy się na to naszykować biorąc ze sobą ponton. 

 

 

Na bazę zajeżdżamy koło 19:00, jeszcze gorąca herbata,  kolacja przed wyjściem i przejmujemy pałeczkę sztafetową od wcześniejszej grupy. Podejście do otworu nie sprawia żadnego problemu. Faktycznie - zgodnie z zapowiedziami - pierwszy jaki napotykamy to woda w Ponorze. Przeprawiamy siebie i wory z pomocą pontonu, co stanowi ostatecznie największą atrakcję całego wyjścia. Metody wsiadania na pokład naszego żółtego Tytanica oraz metody jego opuszczania bywają naprawdę różne i przynoszą tym samym różne efekty: od zupełnie suchych, przez lekko zmoczone, aż po beznadziejnie zalane kombinezony. Dostarcza to sporo rozrywki i emocji na resztę akcji. Bartosz poręczuje nam Błotny Próg, potem z Kamilem prowadzą resztę zespołu przez Próg Wantowy, Czarny Komin, Szklany Prożek, Beczkę, Biały Korytarz, Biały Komin aż do Chatki. Tam koło 1:00 w nocy Wacek troskliwie organizuje nam mikro biwaczek z okazji ostatków w jaskini: herbatka, barszczyk i słodycze. Bartosz i Kamil decydują się dojść do Sali Złomisk. Gdy zespół jest znów w komplecie decydujemy się na powrót, który przebiega dość sprawnie. Zaraz po wyjściu z jaskini, około 7:00 nad ranem, nagradza nas przepiękny wschód słońca oraz fantastyczne widoki ośnieżonych gór i błękitnego nieba. Na bazie u Krysi koledzy i koleżanki witają nas z wielkim wiwatem, mimo iż mają za sobą prawie nieprzespaną noc i bynajmniej nie dlatego, że się o nas martwili ;) Akcja udana, a jej nocny charakter sprawił, ze była również bardzo ekonomiczna. Nie skasowali nas za parking, budka z biletami do Parku Narodowego była zamknięta, a utrzymująca się po całej nocy adrenalina pozwoliła nam zaraz po wyjściu z dziury i wypiciu kawy wrócić od razu do Bielska zwalniając tym samym z opłaty za nocleg. Wszystkim oszczędnym oraz tym żądnym ekstremalnych wrażeń gorąco polecamy :)
 
Zdjęcie Teresa Zwierzchowska
Czytany 167 razy