2018.04.14-15 Kef Toghobeit w Maroko

Napisał 

Po 5 dniach ciągłych opadów deszczu w górach Rif i nadwyrężeniu granic naszej cierpliwości i wytrzymałości na poziom wilgoci, podejmujemy decyzję o rozpoczęciu akcji do Kef Toghobeit w sobotę 14.04.2018 po południu. Pogoda w końcu dopisuje, świeci słońce i jest ciepło. Zjadamy pożywne spagetti z oliwkami domowej produkcji, pakujemy sprzęt do aut, zahaczamy o centrum Chefscheuen aby zabrać naszego marokańskiego speleo-przyjaciela Alladyna i wyruszamy w góry. Parkujemy auta na polance i zmierzamy pod otwór. Na podejściu chłodno, mgła odbiera nam widoki. Przebieramy się na śniegu i koło 18:00 kolejno dajemy się pochłonąć 90-metrowej studni. Wody towarzyszącej nam przy zjeździe nie jest tak dużo jak na rekonesansie dwa dni wcześniej, ale i tak mocno mokniemy i w Sali Biwakowej wszyscy przebieramy się w suche ciuchy. W jaskini cieplej niż u nas w tatrach - temperaturę oceniany na 8 st. C. Prowadzą nas strzałki wycięte z samoprzylepnej folii odblaskowej oraz kabel pociągnięty wzdłuż jaskini. Dużo wody, dużo dużo błota, dużo ciorania i przeciskania się. Przejście z biwaku do Sali Renner, mimo ciężkich worów, przebiega sprawnie i zajmuje raptem godzinkę. Sala spora z zwaliskowym dnem, właściwie pozbawiona szaty naciekowej. Można zobaczyć nieliczne i często połamane stalaktyty, draperie. Kolejny odcinek do Puits Diouri, czego nie widać jednoznacznie na planie, okazuje się być labiryntem ciasnych korytarzy utopionych w śliskim błocie. Wmawialiśmy sobie jego lecznicze właściwości. Wszystkim z wyjątkiem Alladyna nasunęła skojarzenia do naszych Trzech Kopców ;) Osiągnąwszy Salę Diouri wbrew temu, że droga jest znakowana, nie możemy trafić do odpowiedniego korytarza. Znajdujemy przejście na stare dno, a dopiero po około godzinie kręcenia się po całej sali Wacek dokonuje genialnego odkrycia naszej dalszej drogi. Na pokrzepienie organizujemy sobie biwaczek z ciepłym jedzonkiem z racji żywieniowych. Wieczna cheała Bartkowi Golikowi. A w menu figuruje m. in: bigos, pulpety drobiowe w sosie szpinakowym, el-classico konserwa mielona, barszczyk czerwony a’la Wacek, herbatki owocowe, liofilizowane owoce, suszone daktyle od Alladyna, kawa rozpuszczalna.. Normalnie rozpusta. Nic więc dziwnego, że po przerwie jak dajemy nura w błoto i próbujemy przechodzić zaciski jest zupełnie niełatwo. Pojawia się coraz więcej wody na dnach korytarzy i na ścianach, a ostatecznie w formie wodospadów na zlotówkach. Nawet naszemu nieustraszonemu Wackowi stygnie zapał na myśl o zmoknięciu i dalszej wędrówce w mokrym kombinezonie. Podejmujemy wspólną decyzję o wycofie około 6:00 nad ranem. Sala Diouri znów gości nas ciepłym posiłkiem. Dalszy powrót przebiega sprawnie Morale i komfort termiczny łamie dopiero oczekiwanie w kolejce do studni wyjściowej. Na szczęście tylko na chwilę, bowiem po wyjściu jest godzina 13:00 i słońce nagradza nas ciepełkiem i obłędnymi widokami. Czuć zmęczenie i jednocześnie satysfakcję. Błoto jest wszędzie, co spotyka się z komentarzem Wacka: „Błoto mam nawet w majtkach - to wygląda jakbym się posrał”. Na zejściu do aut oczywiście nasz ulubiony, stały punkt programu, el-classico w wykonaniu Wacka: gubimy ścieżkę i szukamy drogi „na skróty”. Stromizna, chaszcze, kolce, nerwy, zmęczenie, ciężary. Nawet Alladyn nauczył się po polsku: „kurwa”, „ja pierdolę” i „daleko jeszcze?”. Wsiadamy do aut, docieramy na bazę i zamiast pójść spać jemy, pijemy i biesiadujemy, aż nie skończy się przypalanka własnej produkcji, tym razem wyjątkowo odstana i schłodzona więcej niż 2 godziny :)

Wacek Michalski
Katarzyna Lena Koprowska
Kamil Polański
Bartek Golik
Łukasz Piechocki
Wojciech Jasiak
Aladin Boukhajjou

Czytany 125 razy