Teresa Zwierzchowska
Kamil Polański
Piotr Wojnarowski
Wacław Michalski
Dwa świetne dni spędzone na Gąsienicowej z intensywną wspinaczką. Weszliśmy tzw. “setką” na Zadni Kościelec oraz granią na sam szczyt główny a następnego dnia wyspinaliśmy część Filara Świnicy i rozpoczęliśmy trening wycofu ze ściany, zakładając trzy stanowiska i odcinki zjazdowe. Zdobyliśmy sporo doświadczenia, pogoda nawet dopisała. Podstawowe zasady asekuracji i bezpieczeństwa przećwiczone, kursanci spisali się znakomicie. Na szczycie Kościelca miłe spotkanie z naszymi kolegami klubowymi Majką, Magdą, Mariuszem, Adamem, Tomkiem, Rafałem.

Ella Zołotarenko - Osoba Towarzysząca
Jakub Binda
Paweł Gądek
Jerzy Ganszer

Wysprzątano jaskinię jak i rejon przyotworowy. ktoś w jaskini zostawił wiele strzałek na ścianach, które przez wiele lat będą szpeciły ta ładną jaskinię. Z pod otworu wyniesiono pięć salamander, które same by nie przeżyły.  

Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"

Bartek Golik
Wojciech Jasiak
Katarzyna Lena Koprowska
Wacław Michalski
Kamil Polański
Paulina Kulpa (KKTJ)
Rafał Wojtkiewicz - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego (KKTJ)
 
Niedzielny poranek w Dolinie Kościeliskiej wita nas pogodą iście letnią: słonecznie, upalnie, duszno. To gwarancja sprawdzenia się burzowej prognozy na popołudnie. Nic sobie jednak z tego nie robimy. Idziemy przez Wantule napotykając po drodze na błocie świeże ślady niedźwiedzia oraz urządzając naszą ulubioną pogawędkę topograficzną. Konieczną jak się okazuje, bo nadal pewne nazwy i fakty są przez kursantów niedoszlifowane. Mając w zespole koleżankę i kolegę z Krakowa konsultujemy techniczne aspekty grotołażenia oraz różnice w atmosferze panującej w klubach. Wnioski: wygląda na to, że być może jest to pierwszy, ale nie ostatni wspólny wypad w tatry.
 
Pod ścianą chwila pokrzepienia, mały piknik. Otwieramy obszerną dyskusję na temat wiszącej tam liny i możliwości skorzystania z niej na podejściu. Zdania są podzielone, więc tym żywsza rozmowa na ten temat. Nie tracąc jednak czasu Kamil wstawia się w mokrą skałę i pokonuje 60 m w pionie do otworu. Z zastanej poręczówki nikt nie korzysta. Lena wspina „na drugiego”, resztka korzysta z klubowego statyka zaporęczowanego przez Kamila. Na wielkiej półce przy wejściu do otworu spotykamy się znów w komplecie. Wyglądamy na drugi zespół, który wybrał się do Jaskini pod Wantą i deklarował dołączenie do naszej akcji. Nie widząc ich na horyzoncie ani nie słysząc każdy wykonuje szybki zjazd w śnieg zalegający w najniższym miejscu jaskini. Obgadujemy kolejny prożek ociekający wodą i porośnięty mchem, który znów przypada w udziale Kamilowi. Bardzo nam imponuje jego zręczność i ambicja w pokonaniu tych odcinków w czysto sportowy sposób, jakkolwiek skromność nie pozwala mu przyznać nam racji. 
 
Trawers kończymy przy najwyższym otworze i w tym momencie na zewnątrz szaleje niesamowita zlewa i burza z piorunami. Dla nas to przeżycie bardzo ekscytujące. Ale trzeba jednocześnie przyznać, że takie okoliczności przyrody pokrzyżowały nam plany zjazdu na powierzchni. Zatem na okoliczność lejącej się zewsząd wody pokornie schodzimy tą samą drogą, którą przyszliśmy. Na półce skalnej umawiamy się na szybki wycof, Lena z Wackiem deproęczują. Ale na nic to, po kwadransie wszyscy są przemoczeni do ostatniej suchej nitki (no, u niektórych uchował się lewy but :P). I tak jak rano przejmowała nas rosa w wysokiej trawie na łące, tak teraz nie przejmowało nas nawet błoto po kolana, ani fakt, że zgubiliśmy ścieżkę, nadrobiliśmy trasy i zwiedziliśmy prawie całe Wantule cudem nie spotkawszy tam misia. W żaden sposób nie psuje to naszych wybornych humorów. Doszedłszy do wejścia do Doliny Kościeliskiej popełniamy małe piwko, a po ubraniu suchych ciuchów na bazie  - żurek u Zięby. Uspokajamy troskliwą Panią Krysię, która podczas burzy z niepokojem patrzyła w stronę Czerwonych Wierchów. Doskonałe zwieńczenie weekendu. Do Bielska wracamy w towarzystwie Zosi Gutek. 
z pozdrowieniami.

Po raz drugi podeszliśmy do tematu zaproponowanego nam przez Adama Kuźniaka z Katowic.

Pojechaliśmy na Jurę późnym popołudniem, by zejść do otworu, który ewidentnie jest już eksplorowany, celem ustalenia kto tam kopie. Niestety po przeszukaniu zakamarków jaskini nie znaleźliśmy żadnych namiarów na ekipę wydobywającą wiadrami piach z dna. Po szybkim wykonaniu kilku fotografii zostawiliśmy własne kartki z prośba o kontakt, osoby które tam działają lub też przypadkowo znajdą się w jaskini, by móc wspólnymi siłami odkrywać nową jurajską otchłań.

W jaskini znaleźliśmy sporą ilość szczątek zwierzęcych, ślimaków oraz różnego rodzaju żuków.

Otwór jaskini stosunkowo ciasny. Zjazd około 8-metrową studnią do dość obszernej sali. Z niej w kierunku północnym niskim przełazem przedostaliśmy się do małej salki, która coraz bardziej zwężającym się korytarzem schodzi do dna ziemi.

W głównej sali niewymagający wspin do kominka, gdzie znajdują się delikatne i drobne formy naciekowe.

Otwór ponad 9 lat temu odnaleźli Adam Kuźniak oraz Adam Kubiak vel Kubek (były członek klubu). Na ich cześć chcielibyśmy, aby w przyszłości jaskinia ta otrzymała nazwę Adasiowa.

 

Uczestnicy eksploracji:

1. Katarzyna Lena Koprowska

2. Patrycja Kopytko

3. Dominik Sarnowski

Jerzy Pukowski - zabezpieczenie
Bartosz Baturo
Błażej Gawlik
Jerzy Ganszer

Ekipa w wyśmienitym stylu dotarła do dna jaskini na gł. ponad 150 m. Czas akcji w jaskini 2,5 godziny. Wszyscy zadowoleni. A potem był grad burza i wielkie opady deszczu. 

W tym czasie działała druga grupa z naszego klubu pod dowództwem Wacława Michalskiego - zdobyli oni Jaskinię Pod Dachem dochodząc do górnego otworu.

Zdjęcie wykonano na bazie u Pani Krystyny Glisty - widoczni są przedstawiciele dwóch grup.

 

Autor niniejszego sprawozdania uaktualnił opis techniczny tej jaskini - http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/wanta.htm  

Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"

Jerzy Pukowski - zabezpieczenie
Bartosz Baturo
Błażej Gawlik
Jerzy Ganszer

Ekipa w wyśmienitym stylu dotarła do dna jaskini na gł. ponad 150 m. Czas akcji w jaskini 2,5 godziny. Wszyscy zadowoleni. A potem był grad burza i wielkie opady deszczu. 

W tym czasie działała druga grupa z naszego klubu pod dowództwem Wacława Michalskiego - zdobyli oni Jaskinię Pod Dachem dochodząc do górnego otworu.

Zdjęcie wykonano na bazie u Pani Krystyny Glisty - widoczni są przedstawiciele dwóch grup.

 

Autor niniejszego sprawozdania uaktualnił opis techniczny tej jaskini - http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/wanta.htm  

Tomasz Stryczek

Ewa Stryczek - Osoba Towarzysząca

Jakub Pysz - KAGB GOPR

Udział w centralnym szkoleniu KTJ z autoratownictwa na Górze Birów.

Na manewrach byli przedstawiciele kilkunastu klubów z Polski.

Wieczorem spotkano Natalie Gąsior.

Bartosz Baturo
Lena Katarzyna Koprowska
Jerzy Pukowski
Paweł Gądek
Ella Zołotarenko - Osoba Towarzysząca
Jerzy Ganszer

 

Paweł i Pukuś planowali nowa jaskinię o nazwie "Sękata" - długość ok. 15,00 m.

Reszta ekipy zwiedzała:   Jaskinię Półkuli, Jaskinię Latających Mgieł, Schron nad Wyrchmalinkami, Jaskinię Lodową w Szczyrku.

 

Ekipa wysprzątała Jaskinię Lodowa w Szczurku jak i okolicę. Było miło! Pomysłodawcą akcji była Lena, kierownikiem był Paweł.  Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"

Gabriela Gajny

Jerzy Ganszer

 

Trawers między otworem głównym a bocznym. Czas akcji w jaskini 2 godziny. Wykonano wiele zdjęć.

Tutaj kilka zdjęć z akcji - "kliknij"

Tomasz Pawłowski
Lena Katarzyna Koprowska
Patrycja Kopytko
Dominik Sarnowski
Bartłomiej Golik
Wojciech Jasiak
Łukasz Piechocki

 "opis będzie niebawem"
 

Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer

Od naszej bazy do schroniska w dolinie jest dokładnie 10 kilometrów. Za wejście z rowerem należy dopłacić 5 zł.

Paweł Gądek

Bronisław Gądek - Osoba Towarzysząca

Podczas eksploracji powierzchniowej natrafiliśmy na otwór, który wyglądał na niedawno zapadnięty. Ze środka 5 metrowej studni był nieprawdopodobnie silny wywiew. Wiatr było czuć nawet 2 metry od otworu. Na dole jest krótki korytarz. Dalej widać salkę do odkopania.

Paweł Gądek

Bronisław Gądek - Osoba Towarzysząca

Trochę kopaliśmy, bez większych rezultatów. Następnie splanowałem kilkumetrową jaskinię w okolicy.

Beskid Niski 30-06 do 3-06. 2018
Wacław Michalski
i rodzinka
Wędrówki, jazda na rowerku, konteplacje i ... poszukiwanie słynnego “wina truskawkowego”. Pięknie.

Podczas długo-weekendowej wędrówki po Beskidzie Małym (Leskowiec ma swoje uroki), zabiwakowaliśmy w Grocie Komonieckiego. 
Ostatni raz byłem w grocie chyba z 20 lat temu, wiele się zmieniło od tego czasu, ustawiono tabliczki informujące że jest to ponik przyrody, a także informacyjne jak dojść do groty. Pojawiło się też miejsce na palenisko przed jaskinią - otoczone kamieniami.
Wokół groty czysto, nieliczne (na szczęście) znalezione śmieci uprzątnęliśmy następnego dnia.
Było typowo relaksacyjnie – hamaczek, pieczenie kiełbasek, opowieści do później nocy przy grzanym na ognisku winie. W grocie oprócz wszelkiej maści robaczków nie stwierdziliśmy obcości innych żyjątek. Ok. 3.20 w nocy zaczęła się ulwa, która nieprzerwanie trwała do południa w niedzielę i towarzyszyła nam na zejściu. Rano tradycyjnie jajecznika na boczku ze szczypiorkiem smażona na żywym ogniu – pycha. W lesie cisza i spokój, nieliczni ludzi spotkani na szlaku. Są już poziomki! Maaasa poziomek! :)
Pojawiły się także pierwsze grzyby.
Uwaga 10 czerwca w rezerwacie Madahora na czerwonym szlaku będzie się odbywał maraton MTB – uzwajacie na szlaku, już ostrzegają!

Uczestnicy:
Krzysztof Wiewióra (SBB) + osoby towarzyszące

 

Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Beata Michalska-Kasperkiewicz
Paweł Kasperkiewicz
Jerzy Ganszer

 

Bejke - pies-suka - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała

 

Było piękne błoto! Odbyły się zawody w strzelaniu z łuku. Ekipa miała okazję zapoznać się z trawertynami i konstrukcją wielkich wiaduktów pod "dwupasmóką".  Część grupy była jeszcze na małym cmentarzu armii Radzieckiej

Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"

Tomasz Stryczek

Ewa Stryczek - Osoba Towarzysząca

Wiesław Kania - Osoba Towarzysząca

Maria Kania - Osoba Towarzysząca

Wystartowałem na dystansie ultra, czyli pokonałem 102 km i +/- 5100 m przewyższenia, w czasie 20 h 24 min zajmując 96 miejsce na tym dystansie. 

Wiesław natomiast zadebiutował na dystansie 28 km.

Bieg odbywa się po polskiej i czeskiej stronie Karkonoszy.

Tomasz Grzegrzułka
Antoni Grzegrzułka - Osoba Towarzysząca
Jakub Binda
Paweł Gądek
Izabela Rosner-Manda
Jerzy Ganszer
Jan Jastrzębski - Sekcja Archeologiczna przy Speleoklubie Bielsko-Biała - grupa wsparcia
Paweł Kapłon -  Sekcja Archeologiczna przy Speleoklubie Bielsko-Biała
Artur Suwała -  Osoba Towarzysząca
Alina Rosner - Osoba Towarzysząca
Karolina Rosner - Osoba Towarzysząca
Elżbieta Pikania
Magdalena Prochalska
Tymoteusz Łopata - Osoba Towarzysząca
Jakub Krajewski
Karolina Luksa -Osoba Towarzysząca
Rafał Konior - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała

Weszliśmy przy kościele w Białej, była drabina, która została przeniesiona przez całą trasę. Dzieci były bardzo dzielne, nikt nie wpadł do wody, ale kilka osób przemoczyło nogi. A potem zwiedzaliśmy stare piwnice na Placu Wojska Polskiego, część osób udała się na koncert na Plac Ratuszowy. 

Kilka zdjęć z akcji - "kliknij"

Paweł Kasperkiewicz

Bejke - pies-suka - członek Fanklubu

Wanda Ganszer - fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała

Jerzy Ganszer

 

Pokonano ponad 11 kilometrów wzdłuż Jeziora Żywieckiego, były łabędzie. Woda ciepła i jeden z uczestników pływał w jeziorze. 

Tutaj kilka zdjęć -  "kliknij"

Błażej Gawlik - grupa wsparcia /nie startował/

Jerzy Pukowski

Jakub Krajewski

Jerzy Ganszer

 

Za tydzień zapraszamy na Czantorię.

Tutaj kilka zdjęć - https://photos.app.goo.gl/ovqn6LbVOaQnkK3i1 

Joanna Micherdzińska
Rafał
Patrycja Kopytko
Dominik Sarnowski 
Jarek Jakubowski
Natalia Cholera Gąsior
Anna Sobańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Marek Sobański
Tomek Stryku Stryczek z żoną
Wacław Michalski
Tomasz Murzyn Grzegrzułka
Antoni Grzegrzułka - Osoba Towarzysząca
Katarzyna Lena Koprowska
Ewa Chylaszek - Były Czlonek Klubu
Jerzy Ganszer
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko Biała
Wojciech Prezes Jasiak
Bartek Golik Czysty Żywioł
Kuba Krajewski
Karolina - Osoba towarzysząca
4 os towarzyszące
 
Teatr Śląski w Katowicach zdecydował się opowiedzieć o środowisku himalaistów i historii Kukuczki w taki sposób, w jaki zwykle się o tym nie mówi. Bez pompatyczności, bez budowania pomników, bez gratulacyjnych uścisków dłoni. Za to z sięganiem własnych granic, chorobą wysokościową i pomieszaniem zmysłów. 
 
Scena oddziałuje na widza ogromną ilością bodźców. Pierwszą osobą, która się ukazuje jest Miuosh. Będąc wkomponowanym w scenografię tworzy na żywo ambientowe tło muzyczne. Koncertowi towarzyszą również wizualizacje. Pojawiają się aktorzy w strojach wieczorowych w specyficznym, bardzo dynamicznym, ciągłym ruchu scenicznym. Kwestiom wypowiadanym przez aktorów również nie ma końca - cały czas ktoś coś mówi, ktoś z kimś rozmawia. Czuć napięcie, jest hałas który przechodzi w bełkot. Co mniej wytrwałych może zmęczyć i zniechęcić, bardziej wprawionego widza - wciągnąć i zaintrygować. Jedno jest pewne - tak skonstruowany mikroświat może się podobać lub nie, ale nikogo nie pozostawi obojętnym. Wywoła skrajne emocje, ale nie pozwoli się nudzić.
 
To wszystko sprawia wrażenie, jakby reżyser chciał nam zafundować chorobę wysokościową bez wychodzenia w góry. Nie wszystko, co się dzieje da się racjonalnie wytłumaczyć, a sami aktorzy gadają z butem, turlają się w śpiworze, czy biegają z głową owiniętą folią nrc, zdradzając zachowania bliskie wariactwa. Dowiadujemy się od nich, że góry są uzależniające jak narkotyk, że wbrew ogólnej opinii o ich pięknie i wzniosłej idei zdobywania ich himalaizm wiąże się z wielkim trudem, cierpieniem, wyrzeczeniami, oraz rywalizacją. Ma znaczenie kto był pierwszy, a światło dziennikarskich fleszy, choć wzbudza sporo kontrowersji, zarówno wśród uczestników wypraw, jak i na nizinach wśród szerokiej publiczności kibicującej ich poczynaniom, zajmuje stałe i nieodzowne miejsce w tym wyścigu. Swoją drogą postać dziennikarki nie bez powodu była chyba jedną z najbardziej charyzmatycznych i jednocześnie najbardziej upiornych. 
 
Wydźwięk spektaklu jest tyle prawdziwy co werystyczny: najwyższe góry świata, kiedy patrzy się na nie z dołu są spełnieniem marzeń. Gdy się na nich jest są walką o życie, wielkim śmietniskiem i cmentarzyskiem przyjaciół. Rozliczają z wyznawanych przez nas wartości - do tego nawiązywały sceny przypominający sąd ostateczny nad Kukuczką oraz sentencje wypowiadane przez aktorkę odgrywającą metaforę góry. Swoją drogą te filozoficzne prawdy w świecie chaosu i abstrakcji, zamiast wzbudzać autorytet trącały banałem. Ciężko pojąć skąd w sztuce wzięła się taka postać, nie wzniosła bowiem nic, co by ten mikroświat stał się jakkolwiek bardziej uporządkowany czy ukorzeniony w jakiś prawidłach.
 
Są na ten temat głosy dużo bardziej surowe. Zapraszam do zapoznania się z recenzją Sławomira Szczureka z Nowej Siły Krytycznej.

"Gdy ktoś obiecuje ci wyprawę w Himalaje a zabiera cię ledwo na osiedlową górkę i zamiast szusować, pozjeżdżasz sobie na dziecięcym "dupolocie", masz prawo poczuć się oszukanym i zawiedzionym. Jeśli nie tak niedawno, pięćdziesiąt kilometrów od Katowic (fakt, bliżej gór niż hałd), Anita Jancia-Prokopowicz w sześćdziesięciominutowym monodramie ("Wanda" w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej) robi zdecydowanie więcej niż zespół Śląskiego, to znak, że na "Himalajach" straciłeś dziewięćdziesiąt minut swojego życia. 

To miał być bal, na który zaprosili nas ci, którzy mieli ewidentną ochotę w swoim życiu na to, by je stracić. To mógł być piękny bal. Początek zapowiadał, że może nawet takim się okazać. Wchodzi maestro - Mioush - który odpowiadał za muzykę w przedstawieniu, pojawiają się fantastyczne wizualizacje, gra świateł, niejako z zaświatów wyłaniają się po kolei bohaterowie. A świat gór jest mroczny, oddalony, niedościgniony i wciągający. Słychać jedynie urywane oddechy, tak charakterystyczne przy doznawaniu rzeczy pięknych, ważnych, trudnych i ostatecznych. Górski pejzaż zastyga na słowa głównego bohatera - Jerzego Kukuczki: "pękła lina". To zdanie, w brutalny sposób oznajmiające "przypadkowość" i "chwilowość" wpisaną w górski krajobraz, jest pierwszym i zarazem ostatnim godnym uwagi. Po nim nic już nie jest tak piękne. Wyczekujesz, widzu, aż Kukuczka i jego towarzysze wreszcie zakończą ten lot. 

Tekst Dariusza Kortko, Artura Pałygi, Marcina Pietraszewskiego nieustannie grzęźniecie na mieliznach. Totalną katorgą jest wysłuchiwanie kwestii Lhotse (Grażyna Bułka), wpadających w tanie, moralizatorskie tony, truizmów pełne. Każde zdanie, rozpoczynające się od "posłuchaj Człowieku" przyprawia o odruch wymiotny, nie mówiąc o ich dalszym ciągu: "zawsze jest jakaś lina i zawsze pęka", "albo spadasz, albo lecisz w górę, zależy, z której strony spojrzeć", "gdy coś zyskujesz, musisz też stracić", "gdy dostrzegasz światło, musi nastać też ciemność". Upatrywałem światła i nadziei w przerwie stylizowanej choćby na dotarcie do pierwszego obozu, ale nie. Spektakl trwa nieprzerwanie wśród wrzasków upiornych ludzi, monotonnej gry świateł, koszmarnej scenografii i kostiumów, nadmiernego, bezcelowego ruchu. Pędzimy ślepo wraz z tym światem, by zaliczyć spektakularny upadek. 

Wątki rodzinne bohaterów górskich wypraw zawsze budziły zainteresowanie. Znamy zarówno żale żon, dzieci, rodziców dotyczące ich nieobecności w domu, jak i punkt widzenia himalaistów - poczucie niezrozumienie dla ich pasji. Oddanie głosu bliskim odarłoby te historie z heroizmu i ukazało, że być może byli to wielcy sportowcy, ale partnerzy, ojcowie, synowie - żadni. Problem w tym, że nie tylko tekst słaby, ale i aktorstwo. 

Przoduje Agnieszka Radzikowska w roli żony Kukuczki. Dawno nie widziałem tak spłaszczonej postaci, zamiast dramatu jedynie krzyki, iście kobiece uśmieszki i bezsensowna bieganina. Bohaterka patrzy na ścianę, od której oderwała się miłość jej życia i czuje ukojenie - ja nie. Rozmowa Jurka (Dariusz Chojnacki) z Matką (Katarzyna Brzoska) o pryncypiach nie wnosi nic nowego. Każde z nich mówi o czym innym, żadne nie ma pojęcia o świecie drugiej osoby. Matka zadaje pytanie: "a z czego te góry są tam zrobione w środku?". Dla niej najważniejsi są ludzie, którzy zdolni są do okazywania uczuć, na przykład potrafią za kimś tęsknić. Jerzy odkąd zobaczył na zdjęciu górską ścianę, tęsknił tylko za nią. Pulsowała mu w głowie, nie dało się powstrzymać tego uczucia. Wszystko przestało się liczyć. To rodzaj choroby. Ci, którzy się wspinają, nie różnią się od ćpunów. Podnieca ich to, że jest niebezpiecznie, że są pierwsi, że wpinają się o innej porze roku niż poprzednicy. "Nic tak nie napędza jak wkurw" - mówi największy rywal Kukuczki, Reinhold Messner - który jako pierwszy zdobył Koronę Himalajów. Mało tego, powtarza za Horacym, ironizując, że siła bez rozumu upada pod własnym ciężarem. 

Ostatnia premiera Teatru Śląskiego w reżyserii Roberta Talarczyka także upada - pod ciężarem chęci bycia wielkim, ładnym i klimatycznym spektaklem. Nic jednak z tego. Kamienie wiszące ponad sceną winny się rozsypać i wnieść trochę życia w pasjonujący a dla większości śmiertelników niedostępny świat Himalajów. Ci, którzy tam byli jednym głosem wspominają, że na górze jest taka cisza, jakiej nie można doświadczyć nigdzie indziej. A wysokość nie pozwala czasem na odróżnienie realnego od nierealnego. Miliony lat, które nie mają nic do powiedzenia i zdobywcy, nie mogący im nic dać. Góry przyciągają niczym syreni śpiew, to rodzaj emocji, których nie da się zrozumieć. Wspinaczom towarzyszą ci, którzy nigdy nie zeszli z gór, pozostali tam na zawsze. Niektórzy, niczym Wanda Rutkiewicz, po latach decydują się wrócić po nich, z egoistycznych pobudek, by martwe ciała nie przysłoniły gór. To historie, które napisało życie. 

Temat, z którego można zrobić piękny wierzchołek lodowej góry, w Katowicach zrównano do pastwisk wypełnionych marazmem, nudą, brakiem pasji. Zdecydowanie lepiej od takiej wizji wypraw wysokogórskich jawi się ziemia z perspektywy krowiego gówna, o której wspomniano w "Himalajach". 

Anita Jancia-Prokopowicz wcielająca się w rolę Wandy Rutkiewicz, sam jedna na Małej Scenie, w asyście trzech białych ścian, przeprowadziła widzów przez całe życie bohaterki i wyprowadziła na szczyt Kanczendzongi, z którego ona nigdy nie powróciła, a my zostaliśmy tam wraz z nią. Teraz możemy wspominać."

 
Himalaje jednak wychodzą przez teatr instalacją z lin, plecaka i butów na fasadzie naklejkami z nazwami ośmiotysięczników na placu przed budynkiem oraz zdjęciami z przedstawienia. Zapraszają przechodnia do dyskusji. My daliśmy się zaprosić. Dsykutujmy. W końcu tak czy inaczej miło było uczestniczyć w jednej z najliczniejszych akcji klubowych!

Zofia Gutek
Zjazd sprawozdawczy PZA
Temat wiodący - elektroniczny system rejestracji wyjść taternickich TPN

Członkowie klubu byli zatrudnieni przy obsłudze i zabezpieczeniu tras podziemnych.

Zofia Gutek
Jakubowski Jarosław
Jerzy Koczur
Bartłomiej Golik
Wojciech Jasiak
Gabriel Franecki
Iwona Kuś - Osoba Towarzysząca
Joanna Micherdzińska
Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego - "chwilowo"
Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa - "chwilowo"
Jerzy Ganszer

Obsługiwano dwie trasy podziemne tak zwany "Przykop" i podziemia w pałacu "Lariszów"

Zdjęcia - https://photos.app.goo.gl/yVXhfI0SNb41TAXJ3 

Odbył się ciekawy wykład pana Jarosława Ornicza - "Versus Solem Orientem - średniowieczna zasada orientacji kościołów na wybranych przykładach bielskich kościołów". W czasie wykładu omówione zostały związane z powyższą zasadą zagadnienia teoretyczne oraz ich zastosowanie w praktyce. 

Jerzy Pukowski
Jakub Krajewski
Jerzy Ganszer

 

Rozwinięcie tematu kiedyś ukaże się w "sprawozdaniach wewnętrznych".    Polecamy wszystkim zobaczenie tej wystawy!

Wacław Michalski
Gabriela Michalska
Zofia Skrudlik
Anna Sobańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Ludmiła Witańska - 
Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Zdzisław Grebl
Lena Koprowska
Jerzy Ganszer
Jerzy Pukowski
Jerzy Koczur

 

Uczestniczyliśmy w wernisażu prac Elli Zołotorenko w Klubie Nauczyciela na ul. Wzgórze 11 w Bielsku-Białej. Na wstępie należy wielokrotnie podkreślić, że ukraińskie wino i poczęstunek nie stanowiły największego waloru tego spotkania. Panowała wspaniała, niemalże rodzinna atmosfera. Liczba gości przekroczyła liczbę zaplanowanych miejsc siedzących, co jednoznacznie stanowi o sukcesie tego skromnego wydarzenia. Przemowom i podziękowaniom mogło nie być końca, ostatecznie jednak sama autorka przerwała liczne wyrazy wdzięczności i zaprosiła do oglądania swoich prac.

Na kunsztowną sztukę Pani Elli patrzy się z zupełnie innej perspektywy wiedząc, iż powstaje przy pomocy nie pędzli, ale opuszków palców. Taka jest tradycja i tak bezpośrednio autorka ją kontynuuje. W pracach spotkać można głównie rdzenne ukraińskie motywy kwiatowe w żywych, radosnych kolorach. Pani Ella dodaje od siebie motywy związane z ptakami jako swój indywidualny wkład do kultury. Widać gołym okiem ile serca i wrażliwości wkłada malarka w swoje prace, w których nawet kolor passe-partout jest nieprzypadkowy.

Folk jest w modzie, cepelia się świetnie sprzedaje, ceramika z Bolesławca to wciąż znak luksusu. Zatem pocztówkom, kalendarzom, torbom, szkatułkom i ubraniom zdobionym ręką Pani Elli wróżymy rozwojową przyszłość. Gratulujemy i życzymy powodzenia.

Niełatwa to sztuka zobaczyć tę sztukę. Na bilety polowaliśmy blisko 3 miesiące. W końcu się udało. Poszliśmy do Teatru Polskiego na "Wandę" - Rutkiewicz.

Sylwetka ogólnie znana, więc trudne realizatorzy postawili przed sobą zadanie, aby widza nie tylko nie zanudzić, ale jeszcze zainteresować, wciągnąć i zachwycić.

Scena cała biała, prosta, wręcz uboga. Daleka od wywoływania szczytowych emocji. A jednak zagrała wszystko. Aktorka jedna przez całe przedstawienie. A zagrała wiele ról (zagrała również nagością). Sporadyczne rekwizyty ale swym kolorem i formą jakże wymowne! Tak więc przy minimum środków wyrazu scenicznego udało się osiągnąć maksimum treści. Historia opowiedziana mozaikowo, bez zachowania chronologii, dzięki czemu miała swoją dynamikę i utrzymywała widza w napięciu. Opowiedziana też tak, że wywoływała wiele emocji: od wielkiej radości i adrenaliny towarzyszącej zdobywaniu himalajskich szczytów, przez gorycz zakrapianą wątkami humorystycznymi z  współzawodnictwa i środowiskowych plotek:
"-...Ona podobno nie lubi seksu.
- Nie lubię... Powyżej 7000 m.n.p.m. Uciążliwe jest to wszystko z tymi kombinezonami.. No i w takim zimnie ciężko o erekcję.."
aż po nostalgię z tytułu śmierci rodziny i przyjaciół zaginionych w górach. Przepływaliśmy przez te emocje razem z tytułową Wandą i to największe zwycięstwo tej sztuki. Gratulacje.

Nam - speleologom - najwięcej wrażeń dostarczyły: niezabezpieczenie skrajnego tatrzańskiego, w pięknym stylu wspinaczka popełniona przez aktorkę nad głowami widzów i trawers wzdłuż rampy nad sceną, szczegóły techniczne używanej przez nią czołówki oraz metaforyczny base camp przypominający minionka. Było pysznie. Wrócimy.

Na zdjęciu (od lewej):
Jarek Jakubowski
Dominik Sarnowski
Katarzyna Lena Koprowska
Błażej Gawlik
Joanna Micherdzińska
Rafał 
Patrycja Kopytko (Princessa)
Teresa Zwierzchowska
Wacek Michalski z żoną Gabrysią.

Zofia Gutek

Dr Pavlarcik statni lesy TANAP były prezes speleo club Spiska Biela

Jerzy Pukowski

Jerzy Ganszer

Wykład był bardzo interesujacy. Na terenie wioski zarejestrowano ok. 100 "bunkrów" podziemnych.

Aniela Klassek
Grzegorz Klassek
Paweł Kasperkiewicz
Jerzy Ganszer

Był wykład o jaskiniach Wyspy Wielkanocnej - prowadził dr  Maciej Sobczyk