Jerzy Pukowski
Katarzyna
Paweł Drzeniek - Speleoklub Tatrzański
Beata Burdynowska - Weteran
Jerzy Ganszer

To był intensywny trening. Zwiedzano również Jaskinie w Kościelcu I.
Kilka zdjęć - "kliknij"
Bartosz Brezinka - szef szkolenia
Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka - egzaminator
Wacław „Przygoda" Michalski - egzaminator
Jowita Kubica - egzaminowana
Iwona "Ciotka" Pośpiech - egzaminowana
Maciek Filipski - egzaminowany
Radosław "Wycior" Jędrzejczyk - egzaminowany
Artur "Młody" Suwała-Pikania - egzaminowany
Tomasz Motoszko - wsparcie emocjonalne
Małgorzata Błaszczyk
Marzena Krzempek - osoba towarzyszącą
Emanuel "Emek" Soja z kursantami
Robert Bereta z Agnieszką
Lana "Wycior" Svetličić - egzaminowana

Nadszedł i ten dzień. Czas by sprawdzić, czy można puścić kursantów samych w świat.

Pogoda początkowo była szaro bura, kontrastując z dobrymi humorami wszystkich przybyłych. Na rozruch poszła znajomość węzłów, przez którą bezproblemowo udało się przebrnąć. Koło fortuny zadecydowało o składach dwuosobowych zespołów, w których do końca dnia współpracowaliśmy. Plan był następujący: wspinaczka sportowa i wielowyciągowa z Bartkiem, trawers oraz zjazd na złodzieja z Wackiem, oraz poręcz i deporęcz pod czujnym okiem Murzyna. Wisienką na torcie kończącą egzamin, było autoratownictwo. Czas przeleciał bardzo szybko, i już był wieczór, gdy kończyliśmy nasze zmagania.
Po egzaminie zrobiliśmy szybki wypad do sklepu i przygotowanie pod ognisko. Gdy udało nam się zapalić ognisko i zjeść pierwszą serię kiełbasek, nadszedł czas na podsumowanie kursu oraz ogłoszenie wyników egzaminów. Potem już tylko czekały nas radosne pogawędki, więcej jedzenia oraz snucie planów na kolejne wyjazdy. Niestety biesiadę przerwała nam niechybnie nadchodzącą burza.

Kurs z pewnością będę wspominać radośnie, mimo trudności i chwil grozy (jak zauważenie, że moje kijki porwała lawina), był to czas pełen nowych doświadczeń i wspaniałych przeżyć. Mam jednak nadzieję, że zarówno z instruktorami jak i współkursantami uda się jeszcze pojechać na kolejne akcje jaskiniowe. A na razie pozostało mi już tylko czekać na przybycie mojej własnej karty taternika.
Beata Burdynowska - Weteran - Jaskinia w Stołowie
Jerzy Pukowski - Jaskinia w Trzech Kopcach
Paweł Drzeniek - Speleoklub Tatrzański - Jaskinia w Trzech Kopcach i Jaskinia Dujaca
Jerzy Ganszer - Jaskinia w Trzech Kopcach i Jaskinia Dująca

Dotarliśmy również do rytu naskalnego "Jacka". Podejście ze Szczyrku Biłej, po drodze zabytkowy cis.
Zofia Gutek
Monika Bolcková - Speleoklub Orcus Bohumin
Roman Latečka - Speleoklub Orcus Bohumin
Ladislav Michalík - Speleoklub Orcus Bohumin
Jakub Vávra - Speleoklub Orcus Bohumin
Jerzy Pukowski - grupa wsparcia
Kamil Polański - Speleoklub Tatrzański
Jerzy Ganszer

Akcja spokojna. Dotarto do Magla na - 300 m /5 osób/ . Czas akcji 6,5 godzin. Wspaniałe widoki, wszyscy zadowoleni! Dla części osób to był rekord głębokości.

Tutaj zdjęcia - "kliknij "
Beata Burdynowska - Weteran
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Pukowski
Zdzisław Grebl
Barbara Madalińska - Osoba Towarzysząca
Jerzy Ganszer

Jaskinia o długości 27,6 m i głębokości 8,14 m. Jest tam sala i można się do niej dostać w cywilu. Dwie osoby zdobyły szczyt Pilska.
Anna Stolarczyk
Lana Svetlicić
Patryk Zuziak
Paweł Gądek
Mateusz Kohut
Osoba Incognito
Tomasz Kochel

Udało się nam nawiązać kontakt głosowy między Jaskinią w Stołowie (główna sala) a Jaskinią Dującą (partie położone najbardziej na północny zachód o nazwie Mleczny Zaułek). Z pomiarów Pawła wynika, że dzieli je w tym miejscu kilka metrów.
Speleoklub Bielsko-Biała reprezentowali:
Małgorzata Błaszczyk
Katarzyna Wiąckiewicz
Bartosz Brzezinka - K.N.
Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka
Tymoteusz Siedloczek - K.N.
Maciej „Jezio" Jeziorski
Arkadiusz Turek
Filip Pukmiel
Piotr „Kudłaty" Gawlas K.N.

Jak co roku Speleoklub Bielsko-Biała wraz ze Speleoklubem Bobry z Żagania i Speleo Club Wrocław spotkali się na wyprawie eksploracyjnej w Tennengebirge w Alpach Salzburskich. Było sportowo, było odkrywczo, było imprezowo-gitarowo, ciepło, gwarnie, kulinarnie.

Odkryte zostało trochę nowych sal i korytarzy jaskiniowych, eksplorowano powierzchnię, pieszo i dronem z powietrza. Pełen raport zostanie przygotowany przez Kierownika Franka i dostępny na oficjalnej stronie KTJ PZA.
Zapraszamy klubowiczów do udziału w wyprawie w przyszłym roku.


Jerzy Pukowski
Anna Stolarczyk - Osoba Towarzysząca
Jerzy Ganszer

W jaskini 15 podkowców małych. Wejście stalowe obok wejścia zostało zamaskowane. W jaskini zaobserwowano niedopałki! Wykonano sporo zdjęć.
Tutaj zestaw zaobserwowanych nietoperzy - "kliknij"
Piotr „Kudłaty" Gawlas

Cztery kroki do jaskini - Jaskinia Czerwony Pająk, Tennengebirge, Alpy Salzburskie, Austria

Wyprawa dopiero co się rozpoczęła. Każdemu z poprzedniego roku zostały jakieś niezakończone historie, eksploracje, niesprawdzone tematy. Jaskinie Tennengebirge nadal mają dla nas sporo zagadek, nadal mało je znamy. Mnie z zeszłego roku został niedowspinany komin nad Salą z Wantą w Jaskini Czerwony Pająk. Rok temu brakło czasu, trochę odwagi. Po całym roku przemyśleń, nastawiłem się psychicznie i sprzętowo na to wspinanie. Nie jest tego wiele, stojąc na spągu Sali z Wantą jakieś 40 metrów szacunkowo. Ale biegnie on w stronę masywu, światło znika w załamującym się kominie i kusi, choć start do wspinu kiepski, ściany dudniące ciągną kruszyzną.

Rok temu, do tego miejsca szliśmy od schroniska przez główny otwór prawie 3 godziny. Po wywspinaniu przez Tymka na poprzedniej wyprawie Pochylni Tymkowej, która doprowadziła nas do Sali z Dzwonkiem, odkryłem i odkopałem z pomocą Mundka i Tymka drugi otwór Jaskini Czerwonego Pająka. Sytuacja eksploracyjna mocno się zmieniła. Ułatwilo i przyspieszył to dojście do części rejonów eksploracyjnych w jaskini. Dodatkowo sprawiło niezłe zaskoczenie wśród ekipy eksploratorów, gdzyż otwór otworzył się w leju, którego krawędzią przechodziliśmy prawie codziennie, idąc na eksplorację Czerwonego Pająka i okolicznych jaskiń. Nikt nigdy tu nie zajrzał, nikt nigdy nie pomyślał, że to akurat tu. Historia Sali z Dzwonkiem jest również bardzo ciekawa. Pochylnia Tymkowa kończy się jakieś 40 metrów nad dnem Sali z Wantą. Dalej jest przełamanie korytarza i kolejny prożek, który doprowadza na poziom Sali z Dzwonkiem. Wspinając te partie, Tymek w pewnym momencie krzyknął, że znalazł dzwonek. Ale jaki dzwonek, skąd w jaskini dzwonek? Taki zwykły pasterski, leżał na kamieniu. Część obroży zdążyła przegnić, fragment łańcuszka, którym był dopięty przerdzewieć. W okolicy nie było jednak żadnego szkieletu ani nawet pojedynczej kostki zwierzęcia, które go nosiło. Wychodzi na to, że nie dalej, niż 150 lat temu jaskinia musiała mieć połączenie z powierzchnią, ktoś lub coś wlazło do środka, zgubiło dzwonek i wyszło a otwór z czasem uległ zawaleniu. Ten scenariusz dał mi do myślenia, że tutaj w okolicy jest drugi otwór Czerwonego Pająka.

W tym roku we wspinaniu i eksploracji komina pomagał mi Mateusz z SCW. Świetnie asekurował i asystował we wspinaczce. Komin po przełamaniu w górnych partiach zamienia się w kaskadę. Urokliwe miejsce. Świeża, lita skała, widać, że płynie tędy woda. Dalej w górę prowadzi korytarzyk z dużą ilością rumoszu i zaklinowaną na środku dużą wantą. Niestety kończy się zagruzowanym oknem o kształcie soczewki. W górnym korytarzu jest jeszcze jedno dosyć wąskie okno, do którego nikt nie wchodził. Całość komina po pomiarach to niecałe pięćdziesiąt metrów, ale dołożył do całkowitej deniwelacji jaskini +3,5 metra. Komin otrzymał nazwę Komina Kudłatych Myśli a kaskada Mateuszowym Korytarzem.

Jaskinia Czerwony Pająk leży w pobliżu dwóch dużych jaskiń: Jaskini pod Modrzewiem i Jaskini Śnieżne Korki. Część korytarzy jaskiń pokrywa się na jednej szczelinie, odległość jest wprawdzie dosyć duża, około 60 metrów, ale jest brana pod uwagę możliwość połączenia tych jaskiń w jeden system. Dało by to ładny wynik w długości systemu i całkiem ładną deniwelację. I prędzej czy później ktoś to zrobi.
Osoby Towarzyszące:
Tina, Dawid, Wojtek, Aleks
Dominika Kot
Piotr „Kudłaty" Gawlas

Akcja raczej późna. Z Bielska wyjechaliśmy w okolicach dziewiątej rano. Pod ścianę dotarliśmy dobrze po trzynastej. Minęliśmy ścianę z drogami pór roku i wąską percicką przedostaliśmy się do żlebu i dalej pod ścianę Igły w Osterwie. Zachodnią ścianą prowadzą na wierzchołek dwie drogi wspinaczkowe: Aviatica VI i Matematica V+. Wspinaliśmy się Aviaticą. Skała lita, sucha, dobrze ubezpieczona ringami i pancernymi stanowiskami. Szybko osiągamy wierzchołek Igły. Z tego miejsca jest wygodny, 28-metrowy zjazd na szeroki zachód, oddzielający Igłę od masywu. Z zachodu dalej wspaniała wspinaczka w okolicach V+, równie dobrze ubezpieczoną drogą na wierzchołek. Szybko pokonujemy 4 krótkie wyciągi. Udało się nam zdążyć na obiad do schroniska, kuchnię zamykają o 21:00 a bufet o 22:00.
Martyna Michalska
Waldemar „Valdi” Makoś - AGS - Arbeitsgemeinschaft für Speläologie
Łukasz Piechocki
Iwona Pośpiech

Dojazd do doliny Saas Grund to jedna z najpiękniejszych tras samochodowych w Europie. Wjeżdżaliśmy autem na platformę kolejową! Pociąg przewiózł nas przez 15-kilometrowy tunel pod górą do Goppenstein, pokonaliśmy najwyżej położoną przełęcz w Szwajcarii – Furka (2 429 m npm) -  miejsce kultowe dla fanów James’a Bonda, gdzie odbywał się pościg w filmie „Goldfinger”. Sceneria jest niesamowita. Trasa do schroniska Hochsaas Hut (3 142 m npm) prowadzi najpierw przez zielone, szwajcarskie, wypasane łąki z widoczkami na zaśnieżone szczyty gór, a następnie przez wielkie, płytowe głazy. Szliśmy dość intuicyjnie, szlaki wyznaczone były jedynie przez ułożone kopczyki. Trzeba było używać napędu na 4, ponieważ trudność Lagginhornu wyceniana jest na PD, miejscami II i III. Szczyt jest dość wąski, nie udało nam się wejść we czwórkę i zrobić porządnego, wspólnego zdjęcia pod metalowym krzyżem. Na szczycie grasują polscy księża i rozdają święcone medaliki (fakt nie fake). Z ciekawostek to - w schronisku zaobserwowałam, że Szwajcarzy jedzą zdrową, zieloną sałatkę przed posiłkiem głównym ( jak nie zjesz, to nie dostaniesz mięska).

Zejście do parkingu ciągnęło się w nieskończoność. Słychać było kamienne osuwiska. Martyna pięknie umieściła friendy w skale, Waldi asekurował nas, żebyśmy bezpiecznie mogli pokonać najtrudniejsze fragmenty trasy. Łukasz był szefem kuchni i zaopatrzeniowcem. A ja – smerfem marudą, zwłaszcza, że nie zdążyliśmy zjechać kolejką linową. Przez 3 dni zakwasy przypominały mi o tym, że to był mój ostatni 4 tysięcznik w życiu i naprawdę już nigdy więcej! 

Świetna ekipa, udana pogoda, wysiłek i ŻYCIE JEST PIĘKNE!!! To, co… w przyszłym roku DOM?
Michał Merta

   Plan był dosyć ambitny, dokończyć przejście przez Pireneje od Morza Śródziemnego do Atlantyku, które rozpocząłem trzy lata temu i zakończyłem w Encamp w Andorze. 
Wtedy wystartowałem na przylądku Creus. 
Przez ten łańcuch górski są przeprowadzone dwa szlaki transpirenejskie: po francuskiej stronie GR 10, który poprowadzony jest dosyć nisko, oraz GR 11 po hiszpańskiej, który przebiega znacznie wyżej, lecz często schodzi do miejscowości w dolinach.
  Jest jeszcze jeden nieoficjalny szlak: HRP (Haute Route Pyrénéenne / Haute Randonnée Pyrénéenne), który wykorzystuje sieć istniejących szlaków i ścieżek, a w założeniu ma przebiegać możliwie jak najbliżej głównej grani między Atlantykiem a Morzem Śródziemnym. Pierwszy etap pokonałem szlakiem GR 11, teraz planowałem dokończyć przejście szlakiem HRP. No ale jak to w życiu bywa, planować to sobie można... W dzień mojego wylotu jakaś czeska awionetka wleciała w polską przestrzeń powietrzną bez zgłoszonego lotu i łączności radiowej.
   Efekt był taki, że myśliwce sprowadzały ją na lotnisko w Balicach, z którego miałam lecieć. Zamknięta przestrzeń powietrzna, odwołane loty i chaos taki, że udało się znaleźć lot dopiero tydzień później. Datę wylotu musiałem przełożyć, niestety daty powrotu już nie mogłem. Jasne było, że do Atlantyku nie dotrę w tym czasie, zresztą to był plan i tak zuchwały. Postanowiłem, że niespiesznym krokiem udam się na zachód, na tyle niespiesznym, aby przypadkiem nie skończyć w miejscu, gdzie zaczynają się łagodne wzgórza Kraju Basków, aby chciało się wrócić i skończyć wędrówkę aż do oceanu. I jak to w przypowieści ZEN: "Kto wie, co jest dobre, a co złe, zobaczymy..." po początkowym rozczarowaniu okazało się, że wyszła z tego przyjemna, swobodna pirenejska łazęga. Generalnie obrałam kierunek zachodni, ale gdy stwierdziłem, że jest jakiś rejon warty zobaczenia, to zbaczałem. Wysokie Pireneje, choć liznąłem ich nieco w Andorze, okazały się bardzo wymagające kondycyjnie. Dzienna suma przewyższenia często wahała się między 2500-3000 metrów  a pokonanie dziennie 25 km szlakiem HRP jest bardzo dobrym wynikiem. Gdy szlak na mapie jest oznaczony tylko kropeczkami prędkość spada do około 1 km/h i tak idąc w okół masywu Aneto udało mi się zrobić tylko 15 km przez cały dzień. 
Pireneje są zróżnicowane  geologiczne, piaskowce, granity i wapienie z dużą ilością jaskiń (kilka mijałem w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku) Są to góry w których można poruszać się dosyć swobodnie obierając drogę wedle upodobań, jest tam bardzo dużo ścieżek poza znakowanymi szlakami. Szlaki GR są dobrze oznaczone ale nie zawsze możemy w związku tym spodziewać  się ścieżki.  Czasami jest to przeskakiwanie z głazu na głaz lub wyszukiwanie możliwości przejścia w luźnym rumoszu. 
  Biwakowanie poza parkami narodowymi jest dozwolone powyżej 2000 metrów, ale nie wiele osób wydaje się tym przejmować. Można dosyć skutecznie odpocząć od telefonu bo zasięgu z reguły nie ma. Trzeba się liczyć z noszeniem żywności na 3-4 dni bo jeżeli trzymamy się HRP to sklepy są żadko.
Turystów jednodniowych spotkałem tylko w Ordessie poza tym spotyka się głównie "hikerów" przemierzajacych którąś z transpirenejek.
   Góry z jednej strony wydają się dzikie i niedostępne z drugiej strony co mi dosyć mocno psuło ich odbiór to wszechobecny wypas bydła. Głównie krów, koni i czasem owiec. Jest ich tak dużo, że trudno jest o widok falujacych na wietrze traw na halach lub jakiejkolwiek roślinności wysokogorskiej. 
Zgryzione jest wszystko i prawie wszędzie. Wody jest dużo, ale takiej której by się człowiek nie obawiał nabrać do picia to już nie za bardzo . Nawet jak przechodziłem przez przełęcze 2800  m. To tam też  było przez krowy nas... 
Filtr do wody nie byłby  głupim pomysłem.
Dopiero w regionie Aragon mam wrażenie iż było wypasu trochę mniej. To znaczy zdarzały się rejony gdzie go nie było i wtedy robiło sie cudownie.
No ale nie ma co narzekać, przynajmniej możemy docenić to co mamy w naszej  części Karpat bo pod względem poziomu naturalności to nam Hiszpanie mogą pozazdrościć .
Podsumowując, odcinek który przeszedłem między Encamp  a Torla-Ordesa transpirenejką  i jeszcze do Sabiñánigo na autobus (takie pogórze 2000 m.) to około 280 km. 14 dni w górach.
  Ceny żywności praktycznie takie jak u nas, cen noclegów nie podam, bo spałem głównie pod tarpem. Refugia z reguły mijałem w środku dnia.
Piwo w barach niestety droższe niż  u nas, co nie powstrzymywało mnie od uzupełniania mikroelementów. 
W porównaniu do mojej pierwszej wędrówki w tych górach to muszę stwierdzić, że ludzi było dużo. Pierwszym razem byłem na przełomie maja i czerwca, nie było nikogo, wtedy jednak zdarzało się brodzić po kolana w śniegu i zmagać się z kapryśną pogodą. Teraz 2 tygodnie lampy.
  Była to piękna wysokogórska wędrówka, która będzie jeszcze miała, jak sądzę, swoją kontynuację.
Trochę się rozpisałem, ale pisząc to, jestem w autobusie do Bilbao i mając sporo czasu pomyślałem, że jest to dobry moment na podsumowanie na świeżo.
Anna Stolarczyk - Sekcja Archeologiczna przy Speleoklubie Bielsko-Biała
Jerzy Pukowski
Rafał Konior - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer

Przeprowadzono eksploracje w kilku miejscach, bez wyraźnego rezultatu
J.G.


_________________________

Przebieg eksploracji: Przeprowadzono eksplorację w kilku miejscach, jednak bez wyraźnego rezultatu. W trakcie prac napotkano system nor, najprawdopodobniej należących do borsuka. O ich aktywnym użytkowaniu świadczą widoczne ślady obecności zwierzęcia oraz ściółka zgromadzona wewnątrz nor. Ściółka wygląda na przyniesioną przez zwierzę z doliny, ponieważ w bezpośrednim otoczeniu nor nie występuje trawa. System składa się z kilku nor zlokalizowanych w obrębie rowu. Przy ich budowie lub powiększaniu zwierzęta wykorzystały naturalne ułożenie kamieni. Wśród nich znajdują się również kamienie o dość dużych rozmiarach. Jedno z wejść do nory ma około 1,20 m szerokości i około 1,0 m wysokości.

A.S.
Maciej Pawełczyk - Speleoklub Exotic,
Paweł Olszewski

Akcja turystyczno- kondycyjna w Dolinie Jaworowej. Ruszyliśmy zielonym szlakiem z Jaworzyny Tatrzańskiej i przeszliśmy ponad połowę trasy. Widoki super, pogoda dopisała.
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer

W rejonie starej huty szkła znaleziono "grudkę" szkła. Prawdopodobnie ma ok 160 lat!
Beata Burdynowska - Weteran
Jerzy Pukowski
Jerzy Ganszer

Lokalizacja obiektu według Rozmusa - "kliknij"
Obiekt ma 6,5 m dł.

Obiekt został splanowany 14 stycznia 1990 r przez Katarzynę Jasionek, Jerzego Pukowskiego i Jerzego Ganszera.
Należy wspomnieć, że w skałce w której jest Szczelina przeprowadzono wspinaczkę z użyciem liny /w tamtej epoce/.
W okresie międzywojennym na skałce stała altanka widokowa. 
Tutaj inne zdjęcia - "kliknij" /pierwsze zdjęcie nad wodą poniżej/
Jerzy Ganszer


Pokonano trasę z Przełęczy Salmopolskiej do schroniska na Przysłopie i dalej Dolina Białej Wisełki. 275 m przewyższenia, 23 kilometry. Ładne widoki. To było sprawdzenie trasy dla przyszłych akcji dla osób rekreacyjnych.
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer

13 kilometrów, 210 m przewyższenia. Akcja rekreacyjna - polecamy wszystkim.
Należy wspomnieć, że w niższym wodospadzie jest schron podskalny o nazwie Dolna Kaskada Rodła K.Bs-02.90 dł. 2 m. Plan wykonali w 2007 r Jerzy Urbański i Jerzy Ganszer.
Literatura - Jaskinie Polskich Karpat Fliszowych - uzupełnienia I Jerzy Grodzicki. Warszawa 2016 
Tutaj kilka zdjęć z akcji - "kliknij"
Beata Burdynowska - Weteran - grupa wsparcia
Bogusława Czarnecka - Osoba Towarzysząca - grupa wsparcia
Jerzy Pukowski - grupa wsparcia
Roman Czarnecki - Weteran
Jerzy Ganszer

Tym razem odcinek był nieznacznie łatwiejszy, ale było sporo małych wodospadów. Roman w wodzie leżał jeden raz, Prymula dwa razy. W tym dniu przepłynęliśmy z Kęt za Nową Wieś. Do ujścia Młynówki do Soły zostało nam jeszcze 1,5 odcinka - chyba skończymy to już w przyszłym roku . Po drodze natrafiliśmy na stary młyn - baliśmy się przepłynąć w miejscu, w którym było koło wodne.  
Tutaj kilka zdjęć - "kliknij".

Wojciech Jasiak
Sylwia Wójcik

Nasze urlopowe plany w tym roku musiały wykazać się dużą elastycznością. Choć celem pierwotnym miała być Korsyka, to szalejące na wyspie pożary i zamknięcie szlaków zmusiły nas do szybkiej modyfikacji założeń. Zamiast tego ruszyliśmy na intensywny podbój włoskich klasyków:

Etap 1:
Wyprawę rozpoczęliśmy od Florencji, skąd przenieśliśmy się w głąb Toskanii. Regenerację i zbieranie sił połączyliśmy ze zwiedzaniem kultowych, klimatycznych zakątków. Odwiedziliśmy m.in. darmowe termy – Terme di Saturnia oraz widowiskowo położone miasteczka: Pitigliano, Sorano, Montalcino, Bagno Vignoni, Pienzę, Montepulciano i San Gimignano.

Etap 2: Alpy Apuańskie.
Naszym głównym łupem padł Monte Pisanino (1946 m n.p.m.) – najwyższy szczyt tego surowego pasma. Oprócz tego zaliczyliśmy dwa inne szczyty z krótkimi ferratami: Monte Procinto (ferrata Bruni) i Monte Forato z imponującym, naturalnym łukiem skalnym (ferrata Renato Salvatori). Nie mogliśmy odpuścić podziemi – w rejonie Fornovolasco odwiedziliśmy turystyczną Grotta del Vento, bogatą w formy naciekowe :)

Etap 3:
Z Apuan zjechaliśmy na moment na wybrzeże w rejonie Parku Narodowego Cinque Terre, by po krótkim resecie ruszyć w Dolomity. W szybkim tempie zrobiliśmy legendarną ferratę Brigata Tridentina, meldując się na szczycie Piz Boè (3152 m n.p.m.). Kolejnego dnia, na domknięcie urlopu, ze względu na zapowiadane burze padło na dość krótką ferratę Ettore Bovero na Col Rosà (2166 m n.p.m.).

 
Jerzy Pukowski
Barbara Madalińska - Osoba Towarzysząca
Michał Ganszer
Małgorzata Bugalska-Ganszer
Wacław Michalski  - Komisja Ślubna
Beata Burdynowska - Weteran
Zdzisław Grebl - Komisja Ślubna
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer - Komisja Ślubna

Po burzliwej dyskusji udzielono "zgody bezwarunkowej" na ślub Jerzego Pukowskiego - gratulacje!  Wpisu dokonano tutaj "kliknij". Parze młodej życzymy powodzenia!
Błażej Nikiel
Honorata Kaczmarek
Dorota i Przemysław Czerwińscy - osoby towarzyszące
Jerzy Pukowski

Obserwacja częściowego zaćmienia słońca z północno-zachodnich stoków Magurki Wilkowickiej (rejon podszczytowy).
Maryla Nawrocka - Sekcja Archeologiczna przy Speleoklubie Bielsko-Biała
Jerzy Pukowski

Nad morzem odbył się ślub. Nowej parze życzymy pomyślności. Komisja Ślubna będzie obradowała!
Napisał J.G.
Jerzy Pukowski - Członek Honorowy Speleoklubu Bielsko-Biała
Michał Ganszer
Roman Czarnecki - Weteran
Małgorzata Bugalska-Ganszer
Beata Michalska-Kasperkiewicz
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Paweł Kasperkiewicz - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Tomasz Kochel
Błażej Nikiel
Honorata'Honka' Kaczmarek - Były Członek Klubu
Maja Jędrzejewska
Adam Marcinków
Beata Burdynowska - Weteran
Jerzy Ganszer

Jerzemu Pukowskiemu życzymy miłego mieszkania! Dziękujemy za przybycie!
Zaproszenie na spotkanie było w internecie.
Lana Svetlicić
Sylwia Wójcik
Małgorzata Błaszczyk
Dominika Kot
Anna Boczkowska
Radosław Jędrzejczyk
Łukasz Piehocki
Filip Pukmiel
Dawid Jędrysek
Tomasz Grzegrzułka
Michał Salecki
Wojciech Jasiak

Festiwal Górski „Magia Gór” to wydarzenie w Bielsku-Białej, dedykowane miłośnikom gór, podróży i aktywnego stylu życia. Tegoroczna edycja odbyła się w sobotę, 13 czerwca 2026 roku, w Centrum Edukacji Ekologicznej „Ekosynteza” w okolicach Cygańskiego Lasu. Wydarzenie miało charakter otwarty i obejmowało bogaty program plenerowy oraz edukacyjny. Wśród głównych punktów programu znalazły się:
- Aktywności na stoiskach klubowych, spacery górskie, rodzinny bieg oraz zawody na orientację, a także warsztaty rowerowe na torze przeszkód dla najmłodszych.
- Prelekcje i spotkania, opowieści z wypraw podróżniczych i wysokogórskich.
- Pokazy i prezentacja na stoiskach sprzętu wykorzystywanego przez Speleoklub w Bielsku-Białej, Klub Wysokogórski Bielsko-Biała, Grupę Beskidzką GOPR oraz Placówkę Straży Granicznej im. 3. Pułku Strzelców Podhalańskich.
- Koncert muzyczny na żywo na zakończenie imprezy.
Organizatorem wydarzenia było tradycyjnie Miasto Bielsko-Biała we współpracy z Speleoklubem w Bielsku-Białej, Klubem Wysokogórskim Bielsko-Biała, Grupą Beskidzką GOPR, Placówką Straży Granicznej oraz lokalnymi służbami i instytucjami.
 
Odbyło się spotkanie nad jeziorem. Było nawet ognisko. Dziękujemy za przybycie. Zapraszamy za rok!

Małgorzata Bugalska-Ganszer
Michał Ganszer
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Rafał Konior - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Roman Czarnecki - Weteran
Jerzy Ganszer

i inne osoby towarzyszące

Należy wspomnieć, że te spotkania zainicjowała Agnieszka Gądek.
Tomasz Kochel
Robert Skoczylas - Sekcja Archeologiczna przy Speleoklubie Bielsko-Biała
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer

Był ciekawy wykład Państwa Chorążych. Między innymi była omawiana Palenica - tam gdzie często biegamy w ramach Pucharu, dowiedzieliśmy się ciekawych rzeczy o produkcji soli w miejscowości Sól. 
Tutaj są pewne informacje o Sekcji Archeologicznej - https://jaskinie.bialy-orzel.com.pl/Archeo.htm
W Żywcu zupełnie przypadkowo spotkano Byłego Członka Klubu - Stefana Mizerę /tego w koszuli w kratkę/ - Weterana, członka Kapituły, byłego GOPRowca

Teresa Mizera - Koneser
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko Biała
Zbigniew Mastalski - Fanklub Speleoklubu Bielsko Biała
Jerzy Ganszer
+ osoba towarzysząca
Sylwia Wójcik
Wojciech Jasiak

W dniu 30 Maja 2026 w Europejskim Centrum Edukacji Geologicznej w Chęcinach odbyło się Walne Zebranie Sprawozdawcze Delegatów PZA. Zarząd Polskiego Związku Alpinizmu przedstawił sprawozdania z całości działalności Związku za rok 2025.
Walne Zebranie obradowało także nad wieloma innymi ważnymi tematami. Na WZD odbył się również panel dyskusyjny z Regionalnym Konserwatorem Przyrody RDOŚ z Katowic, który przestawił do uzgodnienia i omówienia temat wspólnej ochrony zarówno skał jak i jaskiń przed nie legalnymi wejściami.
Środowisko Taterników Jaskiniowych poruszyło temat do omówienia i zaproponowania rozwiązania ciągłych kłótni ze środowiskiem wspinaczy o zajmowanie dróg skałkowych na potrzeby szkoleniowe w taternictwie jaskiniowym – Zarząd PZA po lepszym zapoznaniu się z tematem zaproponuje rozwiązanie.
Burzliwym tematem okazał się wniosek - odwołania się Jacka Pawła Czecha od decyzji Zarządu PZA w sprawie cofnięcia uprawnień instruktorskich, trenerskich oraz ekiperskich - PZA, po samowolnej likwidacji stałych punktów asekuracyjnych z trzech dróg wspinaczkowych na zachodniej ścianie Zadniego Kościelca w Tatrach. Walne Zebranie po wysłuchaniu stanowiska Zarządu PZA oraz Jacka Pawła Czecha, po długich dyskusjach w głosowaniu tajnym podjęło decyzje o utrzymaniu wcześniejszej decyzji w tej sprawie Zarządu PZA, jednocześnie zaznaczając iż sprawa nie jest do końca zakończona ani przesądzona.
Nasz Klub reprezentowały dwie osoby. 
Ponadto było czterech Weteranów. 

Dziękujemy za miłe przyjęcie w Speleoklubie Dąbrowa Górnicza. Tutaj zdjęcia z uroczystości -"kliknij"