Tomek Stryczek

W dniach 18-21.10.2018 brałem udział w szkoleniu KTJ PZA. Głównym tematem była hipotermia oraz wykorzystanie technik autoratowniczych. Piątek - wykłady z hipotermii oraz ćwiczenia praktyczne w jaskini Mylnej. Izolacja poszkodowanego przed utratą ciepła, budowanie punktów cieplnych. Sobota - podzieleni na grupy, ćwiczyliśmy w jaskiniach. Moja grupa udała się do jaskini Nad Kotliny, gdzie poniżej piętrowej studni pozorowany był wypadek. Naszym zadaniem było: uwolnienie poszkodowanego z przyrządów do zjazdu, zjechanie z nim przez przepinkę, udzielenie pierwszej pomocy, zapewnienie komfortu cieplnego. Wyciągniecie z jaskini wykorzystując metody: ruchomego bloczka, hiszpańskiej przeciwwagi, wykorzystanie tyrolki zamiast trawersu. Niedziela - podsumowanie zajęć.

Krzysztof Fraś - Osoba Towarzysząca - tylko Jaskinia w Trzech Kopcach
Grzegorz Górczyński
Mateusz Kubina
Patrycja Dokupil - Osoba Towarzysząca - grupa wsparcia
Małgorzata Toczyłowska
Jerzy Ganszer

W III Kopcach spotkaliśmy dwóch turystów. Policzyliśmy nietoperze. Dotarliśmy do "Jacka" i ołtarza. Byliśmy przy zabytkowym cisie.  

Tutaj kilka zdjęć "kliknij"

Spis nietoperzy na stronie Ganszera. 

Marcin Parys
Darek Rozmus
Dominik Sarnowski
Patrycja Kopytko

Przy sporej ilości pomysłów na ten weekend, padło na Jurę. Udaliśmy się w rejon Skał Kroczyckich na górę Jastrzębnik.
Odwiedzono jaskinie:
- Jaskinia z Widokiem Ku
- Jaskinia z Widokiem Na
- Jaskinia Odurka
- Jaskinia Zaskrońca
- Jaskinia Wiktorówka
- Studnia Św. Pachoniusza
- Jaskinia Wisielców
- Jaskinia Kowalskiego
- Jaskinia Myszołowa
- Schronisko bez stropu
Poszukiwane, nie zlokalizowane: Jaskinia Nosorożca, Studnia Piaskowa
Podsumowując: odwiedzono 10 jaskiń; widziano 6 nietoperzy – Podkowce; czas linienia pająków; w dwóch jaskiniach prowadzono wykopaliska archeologiczne/pace jaskiniowe; podczas maratonu dopadł nas deszcz, który w końcu zmusił nas do odwrotu.

 

Grupa Śnieżna: 

Łukasz Piechocki - biwak w Partiach Krakowskich, Suchy Biwak
Joanna Micherdzińska  - biwak w Partiach Krakowskich, Suchy Biwak
Jerzy Ganszer  - biwak w Partiach Krakowskich, Suchy Biwak

Zbigniew Grzybek - Suchy Biwak

 

Grupa Nad Kotliny:

Piotr Gawlas - Syfon Dziadka
Kamil Polański - Syfon Dziadka
Rafał Stańczuk - Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego - Suchy Biwak - trawers do otworu Śnieżnej

 

Ponadto w jaskini działał: 

1 osoba z Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego

3 osoby z Rudzkiego Klubu Grotołazów "Nocek"

3 osoby ze Speleoklubu Olkusz

 

Duże podziękowania dla Joanny Micherdzińskiej za przygotowanie lin. 

Łukasz Piechocki z jaskini wyniósł starą ciężką linę. 

Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"

Grzegorz Górczyński
Dominik Sarnowski

W czwartek o 3:00 ruszyliśmy z Bielska do Tatrzanskiej Polianki skąd zielonym szlakiem ruszyliśmy do Śląskiego Domu, w którym bardzo miło ugoszczono strudzonych turystów.

Dalsza droga prowadziła szlakiem na przełęcz zwaną Polskim Grzebieniem (2200m). 

Z przełęczy poszliśmy granią na Wielicki Szczyt, następnie Litworowy Szczyt. Kolejnym szczytem na Drodze Martina jest Mała Litworowa Wieża, gdzie przekroczyliśmy wysokość 2500m. Tuż przed Zadnim Gerlachem zdobyliśmy Lawinowy Szczyt jednocześnie wchodząc powyżej 2600m. Na Zadnim Gerlachu zobaczyliśmy w całej swojej okazałości grań Gerlacha (z dobrze widocznym obrywem skalnym), gdzie dotarliśmy po około 1h wspinaczki.

O 16 stanęliśmy na szczycie Gerlacha. 

Zeszliśmy Batyżowiecką Próbą (w większości żleb już ośnieżony) do Batyżowieckiego Plesa, które kusiło swoją tonią w świetle czołówek, jednak odrzucało temperaturą :)

Na koniec żmudna, nocą, asfaltowa w dużej mierze, trasa czerwonym, żółtym i zielonym szlakiem do Tatrzańskiej Polianki.

 

Paweł Gądek

Bronisław Gądek - Osoba Towarzysząca

Kontynuowaliśmy eksplorację odkrytej ostatnio przez nas jaskini. Z pierwszej salki wyciągnęliśmy żabę, która tam wpadła. Udało mi się odgruzować studnię do, której ostatnio doszedłem. Na dole było niewielkie poszerzenie i bardzo wąski korytarz. Po pokonaniu korytarza wszedłem do ładnej przestronnej sali.. Z, której odgruzowałem wejście do następnej mniejszej sali. Skąd odkopałem jeszcze przejście do ładnego korytarza z dużą ilością nacieków. Aktualna długość jaskini to około 50 metrów.

Dominik Sarnowski

"Lena" Katarzyna Koprowska

Patrycja Kopytko

Asia Micherdzińska 

Bartosz Baturo

Kamil Polański

Natalia Gąsior

Tomasz Stryczek

Krzysztof Borgieł

Rafał Stańczuk - WKTJ

W pierwszy dzień KOKSiliśmy na Górze Birów, autoratownictwo, układ 3:1, poręczowanie, wycof na złodzieje, spitowanie.

Wieczorem przenieśliśmy się na Brzozówki. Kilka osób zwiedziło jaskinię Brzozową.

Dzień drugi, ćwiczyliśmy w skałach Rzędkowickich autoratownictwo. 

Ilość uczestników mile zaskoczyła. Będziemy KOKSić dalej.... ;)

Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko--Biała
Jerzy Ganszer

Dziękujemy Speleoklubowi Brzeszcze za zorganizowanie Brzozówek. Zauważono tam wiele znamienitych osobowości. W drugiej części wyjazdu odwiedziliśmy naszych kursantów w Rzędkowicach.

Tutaj kilka zdjęć "kliknij"

Zofia Gutek
Paweł Gądek
Jerzy Ganszer

Jaskinia ładna, rekreacyjna. Z pod otworu znieśliśmy duży uszkodzony kanister. 

Tutaj kilka zdjęć "kliknij"

Gach Dawid
Gawlas Piotr
Sarnowski Dominik
Stańczuk Rafał - Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Stryczek Tomasz

Braliśmy udział w rekrutacji i unifikacja technik w szeregach Grupy Ratownictwa Jaskiniowego przy PZA.

W pierwszy dzień zapoznaliśmy się ze sprzętem i technikami ratowniczymi.

Drugiego dnia, każdy zespół dostał zadanie zbudowanie odcinka za który odpowiadał i obsługiwał w czasie transportu noszy z osobę ratowaną.

Zajęcia odbywały się na górze Birów.

Dariusz Rozmus

Marcin Parys

Wjazd na Skrzyczne z Lipowej przejazd na Malinowska Skałę i zjazd do Lipowej. Czas akcji 3h 16m dystans 22 km. Pogoda mglista powyżej 1000m wietrznie i zimno.


Ewa Chylaszek 42min - Były Członek Klubu
Zosia Gutek 33,55,26
Pozdrawiam Zosia

Eugeniusz Foltyn - Były Członek Klubu
Jakub Krajewski
Jerzy Ganszer

 

Celem wyjazdu było sprawdzenie kamienia z rytami naskalnymi. Patrz sprawozdanie z przed kilku tygodni. Zlokalizowano miejsce po "miejscu widokowym" jednego z burmistrzów w Białej. Zlokalizowano domniemany kościół leśny ewangelików. Wyjazd był "konstruktywny". 

Kilka zdjęć - "kliknij" 

Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer

To była tak zwana wycieczka z elementami jaskiniowymi.

Wykonano plany dwóch obiektów: 

Przywodny Schron K.Bs-G03.17   -- określono dł. obiektu =2,70 m

Grota pod Płytą K.Bs-G03.18 -- określono dł. = 2,4 m 

Tutaj kilka zdjęć z akcji - "kliknij"

Plany obiektów będzie można zobaczy w Dokumentach Internetowych z 2018 r

Małgorzata Koniorczyk - Stowarzyszenie Jaworze-Zdrój
Jakub Krajewski
Jerzy Ganszer

Obejrzeliśmy ryt naskalny nad Grabką - rok 1916. A potem wiele piwnic i stara studnię. Było interesująco. Można kiedyś te piwnice splanować - panuje tam klimat "jaskiniowy". 

Tutaj kilka zdjęć z tej wyczerpującej akcji - "kliknij"

Paweł Gądek

Bronisław Gądek - Osoba Towarzysząca

Udało mi się pokonać studnię, którą namierzyłem i eksplorowałem już jakiś czas temu. Okazało się, że odkryta jaskinia składa się głównie z tej studni. Głębokość około 8 metrów. Na dnie w niszy wisiał nietoperz (podkowiec mały).  Następnie nieznacznie przedłużyliśmy jedną ze znanych jaskiń w okolicy. Później odkopaliśmy jeszcze niewielką kilkumetrową szczelinę.

Pogoda sprzyjała więc rowerowo odwiedziłem Małą Czantorię, Wlk.Czantorię,Soszów Mały i Wielki,Cieślar,Wlk.Stożek, Kiczorę i Przełęcz Kubalonkę po czym opłotkami Wisły wróciłem do Ustronia. Czas akcji: 6h 47m. Dystans: 50 km Przewyższenie 1651m

Zofia Gutek - 1 miejsce
Jerzy Ganszer - 2 miejsce
Jerzy Pukowski - brak pomiaru czasu

To był pierwszy start zarejestrowany w tym roku! U góry zachód Słońca. Uwaga - start odbywa się od "dwóch poręczy wystających z betonu". 

Kilka zdjęć - "kliknij"

Wjazd rowerem na Skrzyczne trawersując zbocze Kościelca potem Malinowska Skała, Zielony Kopiec ,Gawlasi,Magurki Wiślana i Radziechowska Murońka i zjazd do Twardorzeczki zboczami Ostrego. Pogoda poniżej 1000 m mglisto, powyżej słonko i ciepełko. Trochę suchych danych : dystans - 27,3 km; w górę-1073 m; w dół-1082 m ; całkowity czas akcji 5h 29m ; czas ruchu 3h52m

06.10.2018 Pilsko 1557m.Podejście 830m. przez Solisko, słońce i silny wiatr.Gabriela i Krzysztof Gajny.

Odbyło się w Klubie Miasto za siedzibą naszego klubu w pobliżu pomnika Adama Mickiewicza. Tak też będzie za tydzień. 

Z klubu były cztery osoby, z Sekcji Archeologicznej przy Speleoklubie Bielsko-Biała - dwie osoby.

Oglądaliśmy obrazy Joanny Fodczuk-Garci

Prezes wręczył Martynie Michalskiej legitymację klubową

Małgorzata  Toczyłowska 
Włodzimierz Porębski - Weteran
Zofia Gutek

Na zdjęciu Zosia z Denisem Urubko

 

Odbył się pogrzeb Kazimierza Sztajno. Działał w naszym Klubie w latach 1991-1997.   Uroczystość pogrzebowa odbyła się w Kościele św. Trójcy w Bielsku. 

Krótka wzmianka jest tutaj - http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/ksiega_z.htm 

Jeżeli ktoś ma zdjęcie zmarłego Kolegi - to bardzo prosimy o nadesłanie.   

Tomasz Grzegrzułka pokazał stare zdjęcia z przed 20 lat z wyprawy do Gouffre Bergere. 

Na zdjęciu jedno z nich. Z  wyjątkiem jednej osoby wszyscy dalej działają w naszym klubie. 

Aniela Klassek
Grzegorz Klassek
Julia Łaciak - Osoba Towarzysząca, żona Jana i główny koordynator części kulinarnej 
Jan Łaciak
Jerzy Ganszer

Na spotkaniu było czterech honorowych członków SBB! Poruszano kwestie historyczne i klubowe. Było bardzo miło! Dziękujemy gospodarzom za wszystko!

Dla młodzierzy - należy wspomnieć, że Jan Łaciak był kierownikiem wyprawy SBB do Austrii w latach 70 XX wieku.

Kilka zdjęć ze spotkania "kliknij"

Jerzy Pukowski
Jerzy Ganszer

Było "militarnie" - był ostrzał. Tutaj zdjęcia z tej dziwnej akcji "kliknij"

Jerzy Pukowski miał wstępna pogadankę o planowaniu jaskiń.

Joanna Micherdzińska
Rafał
Patrycja Kopytko
Dominik Sarnowski 
Jarek Jakubowski
Natalia Cholera Gąsior
Anna Sobańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Marek Sobański
Tomek Stryku Stryczek z żoną
Wacław Michalski
Tomasz Murzyn Grzegrzułka
Antoni Grzegrzułka - Osoba Towarzysząca
Katarzyna Lena Koprowska
Ewa Chylaszek - Były Czlonek Klubu
Jerzy Ganszer
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko Biała
Wojciech Prezes Jasiak
Bartek Golik Czysty Żywioł
Kuba Krajewski
Karolina - Osoba towarzysząca
4 os towarzyszące
 
Teatr Śląski w Katowicach zdecydował się opowiedzieć o środowisku himalaistów i historii Kukuczki w taki sposób, w jaki zwykle się o tym nie mówi. Bez pompatyczności, bez budowania pomników, bez gratulacyjnych uścisków dłoni. Za to z sięganiem własnych granic, chorobą wysokościową i pomieszaniem zmysłów. 
 
Scena oddziałuje na widza ogromną ilością bodźców. Pierwszą osobą, która się ukazuje jest Miuosh. Będąc wkomponowanym w scenografię tworzy na żywo ambientowe tło muzyczne. Koncertowi towarzyszą również wizualizacje. Pojawiają się aktorzy w strojach wieczorowych w specyficznym, bardzo dynamicznym, ciągłym ruchu scenicznym. Kwestiom wypowiadanym przez aktorów również nie ma końca - cały czas ktoś coś mówi, ktoś z kimś rozmawia. Czuć napięcie, jest hałas który przechodzi w bełkot. Co mniej wytrwałych może zmęczyć i zniechęcić, bardziej wprawionego widza - wciągnąć i zaintrygować. Jedno jest pewne - tak skonstruowany mikroświat może się podobać lub nie, ale nikogo nie pozostawi obojętnym. Wywoła skrajne emocje, ale nie pozwoli się nudzić.
 
To wszystko sprawia wrażenie, jakby reżyser chciał nam zafundować chorobę wysokościową bez wychodzenia w góry. Nie wszystko, co się dzieje da się racjonalnie wytłumaczyć, a sami aktorzy gadają z butem, turlają się w śpiworze, czy biegają z głową owiniętą folią nrc, zdradzając zachowania bliskie wariactwa. Dowiadujemy się od nich, że góry są uzależniające jak narkotyk, że wbrew ogólnej opinii o ich pięknie i wzniosłej idei zdobywania ich himalaizm wiąże się z wielkim trudem, cierpieniem, wyrzeczeniami, oraz rywalizacją. Ma znaczenie kto był pierwszy, a światło dziennikarskich fleszy, choć wzbudza sporo kontrowersji, zarówno wśród uczestników wypraw, jak i na nizinach wśród szerokiej publiczności kibicującej ich poczynaniom, zajmuje stałe i nieodzowne miejsce w tym wyścigu. Swoją drogą postać dziennikarki nie bez powodu była chyba jedną z najbardziej charyzmatycznych i jednocześnie najbardziej upiornych. 
 
Wydźwięk spektaklu jest tyle prawdziwy co werystyczny: najwyższe góry świata, kiedy patrzy się na nie z dołu są spełnieniem marzeń. Gdy się na nich jest są walką o życie, wielkim śmietniskiem i cmentarzyskiem przyjaciół. Rozliczają z wyznawanych przez nas wartości - do tego nawiązywały sceny przypominający sąd ostateczny nad Kukuczką oraz sentencje wypowiadane przez aktorkę odgrywającą metaforę góry. Swoją drogą te filozoficzne prawdy w świecie chaosu i abstrakcji, zamiast wzbudzać autorytet trącały banałem. Ciężko pojąć skąd w sztuce wzięła się taka postać, nie wzniosła bowiem nic, co by ten mikroświat stał się jakkolwiek bardziej uporządkowany czy ukorzeniony w jakiś prawidłach.
 
Są na ten temat głosy dużo bardziej surowe. Zapraszam do zapoznania się z recenzją Sławomira Szczureka z Nowej Siły Krytycznej.

"Gdy ktoś obiecuje ci wyprawę w Himalaje a zabiera cię ledwo na osiedlową górkę i zamiast szusować, pozjeżdżasz sobie na dziecięcym "dupolocie", masz prawo poczuć się oszukanym i zawiedzionym. Jeśli nie tak niedawno, pięćdziesiąt kilometrów od Katowic (fakt, bliżej gór niż hałd), Anita Jancia-Prokopowicz w sześćdziesięciominutowym monodramie ("Wanda" w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej) robi zdecydowanie więcej niż zespół Śląskiego, to znak, że na "Himalajach" straciłeś dziewięćdziesiąt minut swojego życia. 

To miał być bal, na który zaprosili nas ci, którzy mieli ewidentną ochotę w swoim życiu na to, by je stracić. To mógł być piękny bal. Początek zapowiadał, że może nawet takim się okazać. Wchodzi maestro - Mioush - który odpowiadał za muzykę w przedstawieniu, pojawiają się fantastyczne wizualizacje, gra świateł, niejako z zaświatów wyłaniają się po kolei bohaterowie. A świat gór jest mroczny, oddalony, niedościgniony i wciągający. Słychać jedynie urywane oddechy, tak charakterystyczne przy doznawaniu rzeczy pięknych, ważnych, trudnych i ostatecznych. Górski pejzaż zastyga na słowa głównego bohatera - Jerzego Kukuczki: "pękła lina". To zdanie, w brutalny sposób oznajmiające "przypadkowość" i "chwilowość" wpisaną w górski krajobraz, jest pierwszym i zarazem ostatnim godnym uwagi. Po nim nic już nie jest tak piękne. Wyczekujesz, widzu, aż Kukuczka i jego towarzysze wreszcie zakończą ten lot. 

Tekst Dariusza Kortko, Artura Pałygi, Marcina Pietraszewskiego nieustannie grzęźniecie na mieliznach. Totalną katorgą jest wysłuchiwanie kwestii Lhotse (Grażyna Bułka), wpadających w tanie, moralizatorskie tony, truizmów pełne. Każde zdanie, rozpoczynające się od "posłuchaj Człowieku" przyprawia o odruch wymiotny, nie mówiąc o ich dalszym ciągu: "zawsze jest jakaś lina i zawsze pęka", "albo spadasz, albo lecisz w górę, zależy, z której strony spojrzeć", "gdy coś zyskujesz, musisz też stracić", "gdy dostrzegasz światło, musi nastać też ciemność". Upatrywałem światła i nadziei w przerwie stylizowanej choćby na dotarcie do pierwszego obozu, ale nie. Spektakl trwa nieprzerwanie wśród wrzasków upiornych ludzi, monotonnej gry świateł, koszmarnej scenografii i kostiumów, nadmiernego, bezcelowego ruchu. Pędzimy ślepo wraz z tym światem, by zaliczyć spektakularny upadek. 

Wątki rodzinne bohaterów górskich wypraw zawsze budziły zainteresowanie. Znamy zarówno żale żon, dzieci, rodziców dotyczące ich nieobecności w domu, jak i punkt widzenia himalaistów - poczucie niezrozumienie dla ich pasji. Oddanie głosu bliskim odarłoby te historie z heroizmu i ukazało, że być może byli to wielcy sportowcy, ale partnerzy, ojcowie, synowie - żadni. Problem w tym, że nie tylko tekst słaby, ale i aktorstwo. 

Przoduje Agnieszka Radzikowska w roli żony Kukuczki. Dawno nie widziałem tak spłaszczonej postaci, zamiast dramatu jedynie krzyki, iście kobiece uśmieszki i bezsensowna bieganina. Bohaterka patrzy na ścianę, od której oderwała się miłość jej życia i czuje ukojenie - ja nie. Rozmowa Jurka (Dariusz Chojnacki) z Matką (Katarzyna Brzoska) o pryncypiach nie wnosi nic nowego. Każde z nich mówi o czym innym, żadne nie ma pojęcia o świecie drugiej osoby. Matka zadaje pytanie: "a z czego te góry są tam zrobione w środku?". Dla niej najważniejsi są ludzie, którzy zdolni są do okazywania uczuć, na przykład potrafią za kimś tęsknić. Jerzy odkąd zobaczył na zdjęciu górską ścianę, tęsknił tylko za nią. Pulsowała mu w głowie, nie dało się powstrzymać tego uczucia. Wszystko przestało się liczyć. To rodzaj choroby. Ci, którzy się wspinają, nie różnią się od ćpunów. Podnieca ich to, że jest niebezpiecznie, że są pierwsi, że wpinają się o innej porze roku niż poprzednicy. "Nic tak nie napędza jak wkurw" - mówi największy rywal Kukuczki, Reinhold Messner - który jako pierwszy zdobył Koronę Himalajów. Mało tego, powtarza za Horacym, ironizując, że siła bez rozumu upada pod własnym ciężarem. 

Ostatnia premiera Teatru Śląskiego w reżyserii Roberta Talarczyka także upada - pod ciężarem chęci bycia wielkim, ładnym i klimatycznym spektaklem. Nic jednak z tego. Kamienie wiszące ponad sceną winny się rozsypać i wnieść trochę życia w pasjonujący a dla większości śmiertelników niedostępny świat Himalajów. Ci, którzy tam byli jednym głosem wspominają, że na górze jest taka cisza, jakiej nie można doświadczyć nigdzie indziej. A wysokość nie pozwala czasem na odróżnienie realnego od nierealnego. Miliony lat, które nie mają nic do powiedzenia i zdobywcy, nie mogący im nic dać. Góry przyciągają niczym syreni śpiew, to rodzaj emocji, których nie da się zrozumieć. Wspinaczom towarzyszą ci, którzy nigdy nie zeszli z gór, pozostali tam na zawsze. Niektórzy, niczym Wanda Rutkiewicz, po latach decydują się wrócić po nich, z egoistycznych pobudek, by martwe ciała nie przysłoniły gór. To historie, które napisało życie. 

Temat, z którego można zrobić piękny wierzchołek lodowej góry, w Katowicach zrównano do pastwisk wypełnionych marazmem, nudą, brakiem pasji. Zdecydowanie lepiej od takiej wizji wypraw wysokogórskich jawi się ziemia z perspektywy krowiego gówna, o której wspomniano w "Himalajach". 

Anita Jancia-Prokopowicz wcielająca się w rolę Wandy Rutkiewicz, sam jedna na Małej Scenie, w asyście trzech białych ścian, przeprowadziła widzów przez całe życie bohaterki i wyprowadziła na szczyt Kanczendzongi, z którego ona nigdy nie powróciła, a my zostaliśmy tam wraz z nią. Teraz możemy wspominać."

 
Himalaje jednak wychodzą przez teatr instalacją z lin, plecaka i butów na fasadzie naklejkami z nazwami ośmiotysięczników na placu przed budynkiem oraz zdjęciami z przedstawienia. Zapraszają przechodnia do dyskusji. My daliśmy się zaprosić. Dsykutujmy. W końcu tak czy inaczej miło było uczestniczyć w jednej z najliczniejszych akcji klubowych!