Katarzyna Lena Koprowska
Astragal Club:
Eric Deflorenne
Didier Liépin
Jenny Willems
Pascal Evens
Aurélie Evens 
Alain Evens
 
Historia kluczy do Jaskini/Story of a key to cave.
Lucienne, która teraz przechowuje klucze, ma 80 lat. Kiedy była młoda eksplorowała część jaskini nurkując syfon. Ta część nazywa się teraz grotą Lucienne. Potem znaleziono połączenie z inną jaskinią - Le Solitaire - czyniąc z niej jedną dużą (oczywiście w skali Belgii ;))
 
For history, Lucienne, who's keeping the key, is now 80 years old and, when she was young, she discovers a part of the cave by diving a sump. This part is now called "grotte Lucienne" and later a junction was found with another cave, "Le Solitaire" to make a big cave ("big" at the Belgian level)
 
Okoliczności przyrody/Circumstances of nature
Wejście do jaskini znajduje się w uroczej miejscowości Lustin. Ona sama w sobie jest warta odwiedzenia, ponieważ jest pięknie położona i roztacza piękny widok na rzekę, zwłaszcza z dachu i tarasu jednej z dwóch restauracji-hoteli. Było bardzo słonecznie, ale chłodno i wietrznie - na tyle, że pod ziemią wydawało się cieplej niż na powierzchni. 
 
The hole of cave is in the lovely town Lustin. It is beautifully situated and offers a beautiful view of the river, especially from the roof and terrace. It was very sunny, but cool and windy - we feel, that in underground was warmer than in the surface.
 
Besprzętowy nie znaczy łatwy/No-equipment is not so easy.
Całość to labirynt korytarzy na dobre osiem godzin ciężkiego ciorania. Alain zna cały obiekt jak własną kieszeń, brał bowiem udział w jego eksploracji. Wybrał dla nas kilka najciekawszych korytarzy na cztery godziny czołgania - wierzcie mi, że wszystkim w zupełności to wystarczyło, aby poczuć ten satysfakcjonujący wymiar zmęczenia. Zapowiadało się ciekawie, ale było po prostu ciasno - wszędzie bardzo ciasno. Przy wejściu jeden odcinek linowy, a reszta jaskini bezsprzętowa, więc wydawać by się mogło, że łatwa, ale bardzo bardzo przytulnie ciasna, więc miejscami wyciskająca pot nie tylko z czoła i autentycznie niełatwa. 
 
Zgodnie z zapowiedziami, które wcześniej słyszałam, jedna z najładniejszych jaskiń w Belgii - zdecydowanie najładniejsza ze wszystkich trzech, które udało mi się odwiedzić. W salkach sporo nacieków, niektóre o bardzo ładnych, ciekawych kształtach, w tym jeden nazywany bocianem - w istocie przypominał ptaka stojącego ja cienkich nóżkach z długim dziobem. Ale korytarze jak w kalesonowej - i tylko góra-dół, dół-góra, ślisko od błota i zabawnie przy całym inwentarzu prychań, sapań oraz innych dźwięków, jakie  z siebie wydobywaliśmy. I nieustające dowcipki Jenny we wspaniałym ironicznym charakterystycznym dla Belgów poczuciu humoru - nie do powtórzenia :)
 
The whole is a labyrinth of corridors for a good eight hours. Alain knows the whole object as his own pocket, because he took part in his exploration. He chose for us the few most interesting corridors for four hours of crawling - believe me that all this was enough to feel this satisfaction. It promised to be interesting, but it was just crowded - everywhere very tight. At the entrance one rope section, and the rest of the cave, no-equipment, so it would seem that it was easy, but very very cozy, so places squeezing sweat not only from the forehead and genuinely not easy.
 
I heard earlier, thai is one of the most beautiful caves in Belgium - definitely the most beautiful of all three that I visit. In the rooms a lot of dripstones, some with very nice, interesting shapes, including one called a stork - in fact it resembled a bird standing with me thin legs with a long beak. Can hear only snorting, wheezing and other sounds that we extracted from each other. And of course Jenny's incessant jokes in the wonderful ironic sense of humor characteristic of the Belgians - not to be repeated :)

Martyna Michalska
Marcin Parys
Łukasz Piechocki
Dariusz Rozmus

Akcja jak to u nas bywa... popołudniowo - nocna .Pomimo trwającego od kilku dni ochłodzenia pokrywa śnieżna na wystawie zachodniej nie była zmrożona śnieg był mokry więc do otworu dotarliśmy wariantem zimowym dopiero około 19.00 . Po usunięciu zwałów śniegu i przebraniu, akcję rozpoczęliśmy około godziny 19.40 a do Sali pod Płytowcem i Biwaku dotarliśmy około godziny 21.30 . Po krótkim odpoczynku przystąpiliśmy do poszukiwania wejścia do Studni Bociana które odnaleźliśmy, jednak ze względu na bardzo niestabilną pierwszą część studni ( przed przewieszeniem) masa sypiących się dużej wielkości okruchów skalnych które odpadały od płytowca nawet przy niewielkim obciążeniu, postanowiliśmy nie zjeżdżać na dno i Marcin Parys wycofał się po pierwszych 10 metrach zjazdu. Ponadto stwierdziliśmy uszkodzenie jednego ze spitów na stanowisku zjazdowym ( śruba wkręca się w spit jedynie na głębokość ok 8 mm) Na powierzchnię dotarliśmy o godzinie 1.20 powitała nas prawie bezchmurna i bezwietrzna pogoda z księżycem na niebie. Mimo zmęczenia wszystkim dopisywał dobry humor bo mimo że nie osiągnęliśmy dna Studni Bociana to poznaliśmy wariant zimowy dojścia do otworu jaskini no i w tym roku nasza grupa była pierwszą która tam dotarła.

Jakub Binda - kursant
Tomasz Motoszko - kursant
Małgorzata Toczyłowska - kursantka
Magdalena Prochalska - kursantka
Piotr Knop - kursant
Tomasz Liszowski - kursant
Norbert Miczołek - kursant
Wacław  Michalski
Tomasz Grzegrzółka
Izabela Rosner

Wyjazd kursowy mający na celu empiryczne przybliżenie kursantom tematyki procesów
krasowych, przez możliwość zobaczenia pięknych form naciekowych obecnych w jaskiniach
na terenie Morawskiego Krasu. Mogliśmy również na własne oczy zobaczyć jak wyglądają
formy takie jak ponor, wywierzysko, czy lej krasowy.
Wyjechaliśmy w piątek wieczorem i po 3h jazdy dotarliśmy na kamping Olšovec we wsi
Jedovnice, który był naszą bazą wypadową przez kolejne dwa dni.
W sobotę mieliśmy zaplanowane manewry z autoratownictwa, których niestety nie udało się
przeprowadzić z uwagi na niesprzyjające warunki pogodowe. Zamiast tego skorzystaliśmy z
uprzejmości miejscowego grotołaza Alojza i udaliśmy się przejść ponor Rudnicki.
Początkowo plan zakładał sprzętowe przejście od dolnego otworu, którym wpływa potok
Jedovnicke (-86 m), ale po pierwszych zjazdach wycofaliśmy się z powodu wysokiego stanu
wody i braku dokładnego planu jaskini. Udaliśmy się zatem do otworu górnego, gdzie bez
uprzęży systemem drabin dostaliśmy się na dno jaskini (-112 m) i mogliśmy już bez
przeszkód kontynuować wycieczkę. Wszyscy uczestnicy dotarli do syfonu końcowego
(Srbsky syfon).
Po południu zwiedziliśmy wieś Holštejn, z ruinami zamku stojącego na wapiennej skale, w
której znajduje się jaskinia Hladomorna, która służyła jako zamkowe więzienie.

W niedzielę wybraliśmy się turystycznie do jaskini Punkevní, będącej częścią najdłuższego
systemu jaskiniowego Republiki Czeskiej – Amoteur (ok.40 km), przepłynęliśmy łódką
podziemną rzeką i mogliśmy podziwiać niesamowitą 138,5 metrową przepaść Macocha, która
zrobiła na wszystkich ogromne wrażenie.
Po południu udaliśmy się jeszcze pod wywierzysko naszego Jedovnickeho potoku, który
wypływa z jaskini Býčí skala, która jest niestety niedostępna ze względu na osiedlenie się w
pobliżu w ostatnich latach rzadkiego gatunku sokoła. Cały system ma 13 km długości, co
czyni go 2. najdłuższym w Czechach.

Podsumowując: wyjazd bardzo udany, nie udało się sforsować wodospadów, ale zdobyliśmy
niezbędne do tego celu informacje i zacieśniliśmy relacje z miejscową skupiną (coś na kształt
klubu grotołazów), co właściwie było głównym nieoficjalnym celem wyjazdu
Zatem - na pewno tam wrócimy!

Piotr Gawlas

W dniach od 03 do 07 kwietnia 2019 roku w ramach manewrów Grupy Ratownictwa Jaskiniowego PZA, na zaproszenie polskich grotołazów działających w irlandzkich klubach oraz Irlandkich grotołazów, którzy wspólnie zrzeszeni są w ICRO (Irish Cave Rescue Organisation), brałem udział w wyjeździe do jaskiń Irlandii. Manewry odbywały się w górach Burren leżących w County (powiecie) Clare pomiędzy Galway a Limerick na zachodzie wyspy. W wyjeździe brało udział 8 osób z Polski, kilka osób pochodzenia polskiego zamieszkujących Irlandię oraz kilkanaście osób z Irlandii. W czwartek 04.04.2019 mieliśmy oficjalne spotkanie z Irlandczykami, podczas którego odbyły się prelekcje i pokazy slajdów na temat jaskiń Irlandzkich oraz spotkanie z nurkiem jaskiniowym, Irlandczykiem belgijskiego pochodzenie, który był główną osobą ratującą grupę piłkarzy zalanych w jaskini w Tajlandii. Jego relacja była poruszająca. W piątek 05.04.2019 roku wraz z grotołazami z Irlandii: Polakiem i Irlandczykiem, zwiedziliśmy jaskinię Poulnagollum - Poulelva, najdłuższy jaskiniowy system w Irlandii, liczący sobie 16km korytarzy. W sobotę 06.04.2019 roku w The Coolagh River Cave były manewry, w które zaangażowana była również jednostka miejscowej Straży Pożarnej. Większość irlandzkich jaskiń rozwinęła się w wapieniach o małej miąższości, mają układ horyzontalny, większość z nich to meandry z niewielkimi progami, którymi płyną podziemne, czasami bardzo obfite strumienie. Do ich zwiedzania, oprócz standardowego wyposażenia w postaci kasku, oświetlenia, kombinezonu, gumiaków, sprzętu osobistego, dla poprawienia komfortu przydatny może być kombinezon neoprenowy. Woda w jaskiniach ma wprawdzie około 10 stopni Celcisza, jednak występuje w dużych ilościach i czasem nie ma możliwości jej uniknąć - tu mowa o tzw. partiach suchych. Partie mokre to bardzo często występujące syfony i podwodne korytarze, które do zwiedzania wymagają użycia technik nurkowych. Wyjazd był bardzo owocny, oprócz spotkania z irlandzkimi kolegami zwiedzaliśmy teren, poznaliśmy zasady irlandzkiej speleologii oraz ratownictwa jaskiniowego. Po wyczerpujących akcjach jaskiniowych, w lokalnym pubie odbywały się spotkania towarzyskie, gdzie przy Guinesie zacieśnialiśmy stosunki polsko-irlandzkie, omawialiśmy tematy dotyczące różnych dziedzin speleologii i dzielieli się różnymi doświadczeniami.

 

Katarzyna Lena Koprowska

Geert de Sadelaer (przewodnik - Speleoclub SC Cascade) 
Dirk Deroo (przewodnik - Speleoclub SC Cascade)
Peter Coun (SC Avalon)
Peter van den Bulte (SC Avalon)
Erik Bruijn (SC Avalon)
Annemie Lambert (SC Avalon)
Jos Beyens (SC Avalon)
Krzysztof Nedza Kubiniec (Speleoklub Tatarzański PTTK/SC Avalon)
Dagobert L'Ecluse (SC Avalon)

***english version below

Na stronę klubu SC Avalon trafiłam szukając informacji na temat belgijskich jaskiń. Szef klubu - Dagobert - odpisał mi błyskawicznie zachęcając do przyłączenia się do jednej z organizowanych przez nich akcji, jakich pełno w klubowym kalendarzu. Dodatkową okolicznością zachęcającą do udziału było uczestnictwo w niej innego Polaka - „..to sobie pogadacie” - pisał w mailach.
 
To było kolejne wyjście z cyklu: przebieramy się pod samochodami i idziemy pod otwór maksymalnie 5 minut :) Ponieważ ekipa była dość liczna podzieliliśmy się na dwie grupy: bardziej anglojęzyczną i językowy mix - bo jak się potem okazało przewodnik-wąsacz mówił w takim dialekcie, że nawet rodowici Belgowie mieli trudność, aby go zrozumieć. 
 
Wyjście rozpoczęliśmy od szczegółowego omówienia planu: co zobaczymy, a co jest zalane i wymaga sprzętu nurkowego. Odbywamy również krótki spacer po okolicy, by zrobić rozpoznanie wód powierzchniowych. Drzwiczki jak do domku krasnoludków, wszędzie ciasno, ciasno, ciasno. Dużo opowieści o eksploracji jaskini, historii skąd pochodzą nazwy poszczególnych jej partii, całkiem sporo ciekawych nacieków. I ciasno. Wielkie podziękowania dla przewodników, spisali się fantastycznie. Mimo iż pytali, czy nie mówią za dużo mam wrażenie, że wciąż nie wyczerpali tematu. 
 
***
 
I was looking for information about Belgian caves and I found a SC Avalon club website. The head of the club - Dagobert - wrote back to me quickly, encouraging me to join one of the events organized by them, which are full in the club calendar. He wrote also that in club they have a Polish man - Krzysztof, co we can talk to each other.
 
This was another way out of the series: we change under cars and go to the hole for a maximum of 5 minutes :) It’s not standard for me :D Because the team was quite large we divided into two groups: more English and language mix - because as it turned out the guide-mustache spoke in such a dialect, that even native Belgians had difficulty understanding it.
 
We started the output with a detailed discussion of the plan: what we will see and what is flooded and requires diving equipment. We also take a short walk around the area to make surface water recognition. The door is like a dwarf's house, cramped, tight everywhere. A lot of stories about the exploration of the cave, the history of where the names of its particular parts come from, quite a lot of interesting infiltrates. And tight. Many thanks to the guides, they did fantastic. Although they asked us if they were not talking too much, I have the impression that they have not exhausted the subject yet.

Adam Marcinków

Cesar, Łukasz - Osoby Towarzyszące

Wyjazd skiturowy do Austrii. Każdego dnia zrobiliśmy 1000m przewyższenia. Udało się zjechać kilkoma stromymi żlebami. Z rana śnieg był trudny do jazdy, bardzo zmrożony, ale w ciągu dnia warunki zmieniały się na bardzo dobre. W górnych partiach w wielu miejscach puch. Widoki wspaniałe, pogoda słoneczna.

  1. Zofia Gutek 
  2. Jerzy Ganszer
  3. Jakub Binda - kursant
  4. Tomasz Motoszko - kursant
  5. Małgorzata Toczyłowska - kursantka
  6. Magdalena Prochalska - kursantka
  7. Piotr Knop - kursant
  8. Tomasz Liszowski - kursant
  9. Kazimierz Ślęk
  10. Norbert Miczołek - kursant
  11. Jakub Krajewski
  12. Teresa Zwierzchowska
  13. Łukasz Piechocki
  14. Mateusz Kubina - kursant
  15. Wacław  Michalski 
  16. Kamil Polański 
  17. Zofia Skrudlik 
  18. Beata Michalska-Kasperkiewicz

  19. Ewa Libera - Speleoklub Dąbrowa Górnicza

Dziękujemy wszystkim za dzielną postawę. Tutaj niektóre zdjęcia - "kliknij"

Alain Evens
Katarzyna Lena Koprowska
Jacques Lempereur
Eric Deflorenne
Laurent Rasquinet
Didier "Blink" Liépin 
Jenny Willems
Pascal Evens
Aurélie Evens

Géry Berghmans (Osoba Towarzysząca)
Marta Śruba Kłopotowska (Osoba Towarzysząca)

***something like "english version" below***

Dzięki przypieczętowanej przez komisję ślubną współpracy międzyklubowej Bielsko-Biała - Belgia oraz z nieocenioną pomocą Wacka Przygody Michalskiego udało mi się nawiązać kontakt i umówić na wspólne wyjście do jaskini z tamtejszym speleoklubem.  

Otwór jaskini znajduje się w wioseczce nieopodal miejscowości Namur. Umówiliśmy się w niedzielę na godzinę 11:00. Wszyscy dotarli bez problemu. Ekipa liczyła sobie 9 osób, więc wyobrażałam sobie, że będzie sporo czekania.. Od auta do otworu dzielił nas dystans 5 minut na pieszo (!). Poręczowanie było o tyle zabawne, że należało do chłopaka, który rzekomo zawsze czegoś zapomina, a często zdarza mu się nie zabrać wora z linami, co rzecz jasna okazuje się dopiero w momencie, kiedy są potrzebne. 
 
Jako gość zostałam wprowadzona do kolejki między dwie anglojęzyczne osoby (cała reszta rzecz jasna władała wyłącznie francuskim, w którym ja znam chyba tylko trzy słowa: „wolna”, „dziękuję” i „winobranie”). Dzięki temu dowiedziałam się, że większość z uczestników akcji ma średnio około ośmioletnie doświadczenie, rekordzista chodzi po jaskiniach dwadzieścia lat. Zatem jak usłyszeli, że ja chodzę od roku byli zaskoczeni jak ja w ogóle się tam znalazłam i co ja tam z nimi w ogóle robię… Bo przecież to nie w imię starej przyjaźni… Ponadto opowiedzieli mi, że ten otwór bardzo często jest zalewany wodą z deszczu, zatem zabiera ze sobą dużo materiału powierzchniowego: ziemi, liści, gałęzi etc. Teraz stan wody był bardzo niski, więc obiecywali, że na pewno przejdziemy jaskinię do końca. 
 
Oczywiście nie obyło się bez mojej ulubionej poza granicami Polski dyskusji, którą da się zrozumieć bez znajomości jakiegokolwiek języka:
  • Qu'est ce que c’est?
  • Shunt.
  • ?
  • Prusik.
  • Aaa. :)
 
Pierwsze odcinki linowe, stosunkowo krótkie i proste, nawet duża liczba osób nie wywołała zakorkowania akcji. Alain, który szedł przede mną i który orientuje się w skali polskich Tatr zaśmiał się przed 14-metrową studzienką, że w Belgii to już duża i emocjonująca rzecz :) A gdy dojechaliśmy na sam dół okazało się, że w meandrze wzdłuż płynącej wąskim strumieniem strużki wody zalega kosmiczna wręcz ilość podeszczowego materiału i błota, które  aż wsysało kalosze. Potem mieliśmy do pokonania krótki odcinek podobny do naszej rury w miętusiej, tylko cały wypełniony błotem konsystencji czekolady. Oblepiło nas szczelnie od stóp do głów, więc gdy wyjęłam ze szpejarki czystą rolkę to o mało nie rozpętała się wojna na błotne kulki aby tylko jak najszybciej doprowadzić ją do prawidłowego stanu zabrudzenia. 

Uczestnicy bacznie patrzyli na moją reakcję tłumacząc, żebym nie zrażała się to belgijskich podziemi, bo jaskinie zwykle tak nie wyglądają. Ja natomiast bawiłam się jak dziecko i głośno śmiałam: z poziomu zabrudzenia kombinezonu, szpeju, ilości błota w butach i ślizgania po wszystkim i wszędzie. 

Po wyjściu czekał nas jeszcze poczęstunek z okazji urodzin jednej z belgijskich uczestniczek w iście francuskim stylu. Ja byłam kierowcą, więc proszę interpretować temat bez jakichkolwiek dwuznaczności i podtekstów. 

***

The hole of the cave is located in a village near Namur. We made an appointment on Sunday at 11:00. Everyone arrived without problems. The team consisted of 9 people, so I imagined that there would be a lot of waiting .. From the car to the hole we shared a distance of 5 minutes on foot (!). Rig was so much fun that it belonged to a boy - Pascal - who always forgets something, and often he does not take a cave pack with ropes, which of course turns out exactly when they are needed.
 
As a guest, I was introduced to the queue between two the best-English-speaking people. I found out that people have an average of about eight years of experience, the record holder walks around the caves for twenty years. So when they heard that I have been walking for a year, I was surprised: how I found myself there and what I do with them at all ... Because it's not in the name of an old friendship ... In addition, they told me that this hole is often flooded with water rain, hence takes a lot of surface material with him: mud, leaves, branches etc. Now the water level was very low, so they promised that we would definitely go through the cave to the end.
 
Of course it was a place and time for my favorite discussions, which can be understood without knowing any language:
  • Qu'est ce que c’est?
  • Shunt.
  • ?
  • Prusik.
  • Aaa. :)
 
The first rope sections, relatively short and straight. Even a lot of people did not make a traffic. Alain, who was walking in front of me and who knows the scale of the Polish Tatras, laughed before a 14-meter well, that in Belgium is already a big and exciting thing :) In the lower parts we found a cosmic amount of mud in the consistency of chocolate. We were sealed tight from head to toe. So when I took a clean petzl simple from my little cave pack, the war on mud balls almost broke loose so as to bring it to the proper condition of dirt as soon as possible.
 
Everyone cautiously looked at my reaction. Thay explaining me that the caves usually do not look like that. I, however, played like a child and loudly laughed: from the level of dirt on my oversuit, harness, the amount of mud in the shoes and slipping on everything and everywhere.
 
After leaving, we were celebrated the birthday party of Jenny. We took a few photos to show Polish people this beautiful belgian caving tradition.
Thanks for meeteng. See you soon!

Rekreacyjny wypad w Wielkie Kominy. Duża ilość lodu w rurce, zawęziła "zacisk", zmuszając do zdjęcia sprzętu. W drodze powrotnej zajrzeliśmy do jeziorka w starych partiach.

Dariusz Rozmus
Jerzy Ganszer

Ekipa dotarła do Syfony Marynarki Wojennej. 

Na zdjęciu D.R. wykonał J.G.

Szymon Żoczek - Osoba Towarzysząca

Krzysztof Borgieł

Trasa "stara" pod kolejką. Nasz czas 29min 26sek.

Jerzy Pukowski

Zdobycie szczytu o wysokości 1144 m. Zauważono płaty śniegu / obszary/. Potem dotarto do schroniska na Przegibku.  

Paweł Gądek

Bronisław Gądek - Osoba Towarzysząca

W wyniku eksploracji odsłoniliśmy dwa niewielkie schrony. W jednym z nich w zawalisku widać kilkucentymetrową szczelię, z której silnie wieje. Eksploracja będzie kontynuowana.

Beata Michalska-Kasperkiewicz
Paweł Kasperkiewicz
Jerzy Ganszer

 

+ pies /suka/ - Bejke

Na Hrebeniok wjechaliśmy kolejką, potem jest śnieg! Akcja rekreacyjna. Naklejono klubowa naklejkę na wejście do schroniska. W drodze powrotnej zwiedzaliśmy na granicy Polsko-Słowackiej spore jezioro zrobione przez bobry. 

Suma podejść - 686 m. 

Tutaj zdjęcia "kliknij"

Zofia Gutek
Jerzy Pukowski - grupa wsparcia
Jerzy Ganszer

Trasa: Bieńkula - Skrzyczne - Bieńkula. Suma przewyższenia 588 m, w schronisku herbata. Podczas zjazdu musieliśmy dwa razy zciągać narty ze względu na przetopy. Na górze sypał śnieg i było chłodno. 

Tutaj kilka zdjęć - "klikniij"

Jerzy Pukowski

Jerzy Ganszer

 

Podjęto próbę zlokalizowania obiektów o kodach od K.Bm-01.17 do 01.23 /7 obiektów/ - nie udało się!  Zdobyto szczyt, zlokalizowano kilka rowów, kilka zabagnionych jeziorek i wychodnię Rogowców Mikuszowickich. Od Zamku Wołek jest tam bardzo stroma ścieżka prowadząca na szczyt. Można wspomnieć, że obiekty te eksplorował Dariusz Tlałka - Dzika Grupa Forum Beskidu Małego, lecz nie posiadają one namiarów GPS i nie ma ich planów. Zachęcamy innych do podjęcia próby odnalezienia tych obiektów jaskiniowych. 

Tutaj kilka zdjęć z ekspedycji "kliknij"

 

 

Jerzy Pukowski - grupa 1
Jerzy Ganszr - grupa 1 
Zofia Gutek z psem - grupa 2
Barbara Barut-Skupień z kolegą - grupa 3

Pokonano trasę z Bieńkuli do schroniska na Skrzycznym. Na całej trasie jest jeszcze śnieg. Zjazd Bieńkulą bardzo dobry! W drodze w dół w puncie "1" spotkaliśmy Zosię z psem, a w punkcie "2" na dole spotkaliśmy Barbarę Barut-Skupień z kolegą, którzy zaczynali podejście na nartach do góry.  

Suma przewyższenia ok. 550 m. W schronisku jeden turysta w krótkich spodniach. 

Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"

 

Szymon Żoczek - Osoba Towarzysząca 

Krzysztof Borgieł 

Trasa pod kolejką. Warunki u góry spowalniające.

Czas 30min36sek

Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK "Gronie" w Bielsku-Białej
Renata Sadowska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK "Gronie" w Bielsku-Białej
Zdzisław Grebl
Jerzy Ganszer

Działaliśmy w masywie Malinowa /otwór Jaskini Malinowskiej/, Masywu Malinowskiej Skały i Małego Skrzycznego. Dwie osoby zjechały Bieńkulą, reszta wycofała się przez Juliany. Najlepszy zjazd po Bieńkuli prawie do samego dołu! 

Uzyskaliśmy 372 m przewyższenia.

Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"

 

Zofia Skrudlik startowała na Żarze na piechotę
Jerzy Ganszer startował na Łazku na  piechotę

Na Żarze  w  tym sezonie ranking wygląda następująco /konkurencja piesza/:
24,20,00 Teresa Zwierzchowska
24,20,00 Łukasz Piechocki
29,45,00 Zofia Skrudlik

Na Łazku w tym sezonie ranking wygląda następująco /konkurencja piesza/:
18,47,62 Jerzy Ganszer
20,26,00 Łukasz Piechocki
20,31,99 Agnieszka Gądek
21,57,75 Jerzy Pukowski

Należy sądzić, że młodzież nie powinna dopuścić, aby autor tego sprawozdania figurował na pierwszym miejscu za długo.  
Na zdjęciu szczyt Łazka i jednosześnie meta. 

Elżbieta Imielska - Sekcja Archeologiczna przy Speleoklubie Bielsko-Biała
Jerzy Pukowski
Paweł Kapłon - Sekcja Archeologiczna przy Speleoklubie Bielsko-Biała
Jan Jastrzębski - Sekcja Archeologiczna przy Speleoklubie Bielsko-Biała
Paweł Kasperkiewicz
Jerzy Ganszer

Wykład o Śląsku Cieszyńskim i wojnie z Czechami w 2019 r.

Agnieszka Gądek - na głównym zdjęciu
Elżbieta Imielska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Pukowski
Paweł Kasperkiewicz
Zdzisław Grebl - wygrał zawody!
Jerzy Ganszer

Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"

Bartłomiej Golik pokazał ciekawe zdjęcia dla mieszkańców Bielska-Białej z działalności jaskiniowej.

Wykład miał pan Władysław Magiera. To on w latach 70 - tych XX wieku udostępniał dla ruchu Jaskinię Niedźwiedzią w Sudetach. Było miło. 

Tutaj kilka dodatkowych zdjęć - "kliknij"

Na spotkaniu pokazał się Stanisław Dudzik, który w minionej epoce prężnie działał w naszym Klubie.  

Martyna Michalska
Honorata 'Honka' Kaczmarek
Błażej Nikiel
Jerzy Pukowski
Wacław Michalski
Agnieszka Gądek
Zdzisław Grebl
Jakub Krajewski
Paweł Kasperkiewicz
Jerzy Ganszer

Komisja udzieliła zgody bezwarunkowej dla Kuby. Gratulacje!  Dziękujemy gospodarzom za miłe przyjecie.  

Tutaj inne zdjęcia - "kliknij"

Strona Komisji Ślubnej - "kliknij"

Było około 30 osób! 

Głównym organizatorem akcji była Lena - chwała Jej!

Robert Macfarlane “Szlaki. Opowieści o wędrówkach”

Literatura podróżnicza zawsze była, jest i będzie atrakcyjna. Niewyczerpalna bowiem jest metafora życia jako drogi, literatury jako wędrówki oraz wędrówki przez literaturę. Samo podróżowanie staje się coraz łatwiej dostępne. Na tyle, że większość europejskich “must see” są dla nas opatrzone, przereklamowane i oklepane, a turysta, nawet ten wodzący palcem po mapie (również satelitarnej) szuka atrakcyjnego pretekstu by zejść z głównych szlaków.

Dlatego właśnie powstają takie książki jak ta. By autor mógł podzielić się swoją interpretacją tych metafor, a czytelnik, czy później wędrowiec, został na tyle zaintrygowany, aby zechciał podążać jej śladem.

Nie jest żadną przesadą stwierdzić, że Robert Macfarlane zna wyspy brytyjskie jak własną kieszeń, niemal kamień na kamieniu. Ich spuścizną historyczną dzieli się z nami w najmniejszych szczegółach pretendując do tytułu specjalisty na wzór autorytetów, na które się powołuje. Przytacza cytaty wielu klasycznych i współczesnych filozofów w perspektywie czasu prezentując, jak zmieniała się myśl o wędrowaniu. W tym ideologicznym wstępie pojawia się fragment, który już nigdy nie pozwoli nam podjąć drogi tak samo jak zwykle, a każdy krok da nam innej jakości poznawanie - tak świata, jak i siebie:

Od dawna fascynuje mnie, w jaki sposób ludzie próbują zrozumieć samych siebie za pomocą krajobrazu, osobistych topografii, które noszą w sobie, za pomocą map, które sporządzają, aby poruszać się po tych wewnętrznych krainach. Myślimy metaforami zaczerpniętymi z miejsc i czasami te metafory nie tylko przyozdabiają nasze myśli, ale również je aktywnie tworzą. Krajobraz, by przywołać frazę George Eliot, może “rozszerzyć wyobrażany obszar, w którym zamieszkuje ja”.

Powiedziałbym, że krajobraz jawi nam się nie jako molo albo półwysep, skończony i ograniczony w swoim rozmiarze i zasięgu, ale jako rodzaj światła słonecznego, nieuchwytnego w swej migotliwości a jednak często pogłębiającego i rozjaśniającego. Przywykliśmy mówić, czasami ze wstydem, co sądzimy o miejscach - znacznie gorzej idzie nam mówienie, co miejsca myślą o nas. Odnoszę od pewnego czasu wrażenie, że dwa pytania, które powinniśmy zadać w odniesieniu do jakiegokolwiek wyrazistego krajobrazu brzmią następująco: po pierwsze, co takiego wiem, kiedy przebywam w tym miejscu, a czego nie mógłbym widzieć nigdzie indziej? I, po drugie, wykazując się pewną zarozumiałością, co to miejsce wie o mnie, czego ja sam nie mogę o sobie wiedzieć?

 

O ile zatem idea jest fascynująca, o tyle jej realizacja już nieco mniej. Podążamy za autorem dawnymi zatartymi szlakami, ziemnymi i morskimi, odkrywając je po raz pierwszy i jednocześnie odkrywając je z nim ponownie - w nowym świetle. Spotykamy ślady, historyczne tropy i duchy przeszłości. Ale wędrujemy nie wiadomo skąd i nie wiadomo dokąd, a perspektywa jest krótka jak w mglisty poranek. Snujące się opowieści - owszem - trochę zabawne, trochę ciekawe, ale mnie z ciepłego łóżka i od filiżanki kakao do odkrywania brytyjskich duktów nie poderwały.
Zgadzam się z innymi czytelnikami wyrażającymi swoje opinie. Gdyby w załączeniu do książki była stworzona na potrzeby tych opowieści stosowna mapka i można byłoby spacerować po niej palcem, być może bardziej zadziałałoby to na wyobraźnię i zaangażowanie odbiorców. Bądź być może gdyby autor w ten sposób opowiadał o miejscu, które ja bardzo dobrze znam, poszłabym tam sprawdzić to, co zobaczył on. Ale nie jestem tak zagorzałym jak Macfarlane pasjonatem wysp brytyjskich. Dlatego w tej sytuacji spędziłam kilka długich zimowych wieczorów spacerując tu i ówdzie bez wychodzenia z domu.
Od książki okrzykniętej brytyjskim geniuszem oczekiwałabym wywołania we mnie nieco więcej emocji. Natomiast piękną filozoficzną refleksję pozostawię w sobie na długo. Podejmując nowy szlak popatrzę na niego zupełnie inaczej niż zazwyczaj - dużo bardziej świadomie. Z uposażeniem dziejów oraz moim osobistym.

  1. Zdzisław Grebl
  2. Wanda Ganszer  - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
  3. Jerzy Ganszer
  4. Agnieszka Gądek
  5. Jerzy Koczur
  6. Małgorzata Toczyłowska 
  7. Beata Michalska-Kasperkiewicz
  8. Paweł Kasperkiewicz
  9. Elżbieta Pikania
  10. Ewa Chylaszek-Brylska - Były Członek Klubu
  11. Gabriela Sobańska - Belgia
  12. Honorata 'Honka' Kaczmarek
  13. Błażej Nikiel
  14. Jerzy Pukowski
  15. Jakub Krajewski
  16. Lena Katarzyna  Koprowska
  17. Aniela Klassek
  18. Grzegorz Klassek
  19. Iza Rosner-Manda
  20. Elżbieta Imielska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
  21. Ludmiła Witańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
  22. Maryla Nawrocka - udział "zaoczny"
  23. Patrycja Kopytko
  24. Gabriela Michalska
  25. Wacław Michalski
  26. Natalia Gąsior
  27. Radosław Bizoń
  28. Anna Sobańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała

Spotkanie odbyło się w restauracji Galicja.

Grzegorz Klassek
Aniela Klassek
Agnieszka Gądek
Zdzisław Grebl
Jerzy Ganszer

 

Grzegorz pisze wielką pracę - z okazji 50 lecia naszego Klubu.